Niepogodny strumień świadomości

-Co u Ciebie? Dawno nie pisałaś! Wszystko w porządku?

W głowie mętlik. Tyle myśli nieokrzesanych, nieoszlifowanych na piśmie, tyle zmarnowanych szans na konfrontacje z ekranem i tymi oczami, które w ekran patrzą i rozumieją. Na ekranie pusto, cisza. Zamknięte.

Kiedy zapada niezręczna cisza, zaczynam mówić o pogodzie. Może temat się rozkręci, może otworzy zamknięte drzwi. Bo przecież to jest niemożliwe, żeby zima tyle trwała. Po lecie, którego nie było, po pełnej przedszkolnych zmian jesieni mam wrażenie, że żyjemy jak w Narnii, bez nadziei na dzień, w którym ubieranie i rozbieranie dzieci nie będzie kosztowało zapasów energii rozplanowanych na cały dzień. Droga do przedszkola zajmuje nam jakieś 20 minut. To dane uśrednione, zależne od tego, czy nie zapomnimy misia, czy nie spotkamy kogoś, kto spróbuje pomóc mi i jednocześnie przestraszy Lili… To czas uzależniony od tego, czy mama ma dobry humor i nie stracimy cennych minut na niepotrzebne nerwy, na nieutulony płacz, na ciszę, która w jakiś niewytłumaczalny sposób rozciąga czas, jednocześnie go skracając. To 1,5 km tam i tyle samo z powrotem. To wcale nieoczywiste, bo powrót zawsze jest krótszy, zawsze lżejszy. Mówię o powrocie rannym, kiedy dziecko starsze zaopiekowane, szczęśliwe, z ulubionymi paniami i ukochaną Elizką, a młodsze zaśnie, jak się uda. To powrót  do chwilowego życia z jednym dzieckiem, do tej tymczasowej beztroski i próby udawania niepodzielnej relacji. Powrót popołudniowy jest cięższy. Cięższy o świadomość niewypełnionych obowiązków, które teraz będzie wykonać jeszcze trudniej. Cięższy o bagaż doświadczeń i emocji Lili, która po wszystkich nowych doświadczeniach chce złapać oddech. Cała niepewność tego dnia, wszystkie lęki i radości, cały stres w tym małym ciele obciąża nasz powrót. I wtedy pozostaje tylko jedno pytanie. Czy jestem wystarczająco silna, by to udźwignąć? Czy na swoich barkach uniosę te dwa ciałka, dla których jestem łodzią ratunkową? Czy sama ledwo łapię oddech, by móc przynajmniej unosić się na wodzie i nie opaść na dno…?

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *