Miejsce w Gdyni, do którego będziemy wracać!

Czy jeśli coś ma miejsce dwa razy z tej samej okazji, to można to już nazwać tradycją…? Może kiełkującą, ale chyba tak. Tak jest z nami i naszym gdyńskim świętowaniem urodzin. W sierpniu wybraliśmy się tam przypadkiem z powodu problemu z routerem, którego salon był właśnie w Gdyni. Skoro już tam zawitaliśmy, postanowiliśmy coś zjeść i tym samym uczcić moje ćwierćwiecze. Nasz wybór padł na lokal Pasta Miasta. Było smacznie i miło, zaskoczył nas ukryty taras, który pozwolił zjeść na świeżym powietrzu, ale poza tłoczną ulicą. A co najważniejsze, i co jest bezwzględnym atutem restauracji, tytułowy makaron jest wyrabiany na miejscu, na naszych oczach. Po obfitym posiłku szukaliśmy bezcukrowego deseru. Nie spodziewaliśmy się znaleźć go w niepozornej piekarni „U Justynki” przy ul. Świętojańskiej. Trzy smaki (pistacja, mango, czekolada) wegańskich lodów bez cukru, to było spełnienie marzeń!

Dziś urodziny miał mój mąż, więc wybór, już całkowicie świadomy, padł na Gdynię. Najpierw zawitaliśmy do „Justynki”. Niestety jesień umniejszyła ilość smaków i dla mnie dostępne było tylko mango, niemniej miło było zjeść lody (chyba trzecie w tym sezonie, bo więcej bezcukrowych nie znalazłam). Potem ruszyliśmy do Orłowa, by poczuć, że w końcu mieszkamy niedaleko morza… To było pierwsze świadome spotkanie Samuela z nadmorskim wiatrem i piaskiem, dosłownie, oczywiście.

Jak widzicie pędzę trochę w tych relacjach, bo ten post tak naprawdę ma być pieśnią na cześć pewnego lokalu, który stał się naszym pierwszym wyborem po wizycie nad morzem, bo zgłodnieliśmy, Samuel płakał, a my chcieliśmy coś na już. Naprawdę, w najśmielszych oczekiwaniach, nie spodziewałam się trafienia na takie miejsce. Nie miałam ze sobą najpierw telefonu, ale stwierdziłam, że to trzeba rozreklamować, więc pobiegłam do auta po aparat i udokumentowałam wszystko. Niestety byliśmy już po jedzeniu, więc widać puste talerze… Ale po kolei.

Lokal nazywa się Alt Cafe i mieści się przy ul. Legionów 112F/1. Kompletnie nie znam się na Gdyni, więc bez GPSu ani rusz, ale z Orłowa jechało się pięć minut.

Na parterze znajdują się miejsca dla dorosłych, a na górze raj dla dzieci i (jeszcze większy) dla odpoczywających w tym czasie rodziców.

Spokojny kącik bez dzieci.
Bramka bezpieczeństwa a za nią…

Bardzo lubię takie stonowane klimaty, dużo pasteli, drewnianych zabawek, nieszablonowych rozwiązań. Na dywanie tworzącym trawę znajduje się tor wyścigowy, po którym dzieci mogą ścigać się w przepięknych autkach. Jest drewniana kuchnia, kącik do rysowania, wózek dla lalek, ściana do zabawy klockami. Centralne miejsce zajmuje wielki biały domek ze zjeżdżalnią do basenu z kulek. Nawet Samuel opanował samodzielne wchodzenie i zjeżdżanie na brzuszku 🙂 Poniżej solidna porcja zdjęć. Żałowałam, że nie mam lepszego sprzętu i światła, ale przynajmniej możecie mieć pewność, że jak tam zawitacie, to na żywo jest dużo ładniej!

dav
Spokojnie, nie samym drewnem bawi się dziecko… 😉
Pytanie Lili: A możemy ten domek zabrać do domu…?
Kącik dla rodziców; kanapa rozciągała się na całej szerokości ściany, w sam raz na drzemkę 🙂

Zdjęcia powstały po posiłku, więc możecie sobie jedynie wyobrazić dwie pizze i sałatkę z rukolą. Gwarantuję jednak, że były pyszne i w rozsądnej cenie. Szczerze mówiąc, nie spodziewaliśmy się, że w kawiarni będzie takie dobre jedzenie. Zwykle coś wytrawnego jest w takim miejscu na doczepkę, a tutaj pizza była najwyższej jakości. Lili zjadła pół margerity, a to najwyższy komplement. W tym miejscu muszę wspomnieć o przemiłej Pani, która nas obsługiwała. Była sama, obsługując wielu gości, a na nic nie musieliśmy czekać dłużej niż normalnie. Do tego była niezwykle miła i wdzięczna, gdy na końcu wspomniałam, że koniecznie muszę szepnąć o tym miejscu kilku osobom. Także szepczę Wam i serdecznie polecam.

PS W Alt Cafe są organizowane urodziny i różne zajęcia ruchowe, wszystkie informacje znajdują się na ich Facebooku.

PS2 Na koniec dostrzegłam plakat zachęcający do swobodnego karmienia piersią! I muszę dodać, w toalecie oczywiście przewijak, nocnik, nakładka… Tak jakby dzieci były głównymi gośćmi tego miejsca!

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *