To koniec

Czuję, jakbyśmy byli ze sobą od zawsze. Towarzyszyłeś mi we wszystkich ważnych chwilach, jesteś w większości moich wspomnień. Kiedyś nie wyobrażałam bez Ciebie wyjścia, świętowania, seansu filmowego. Byłeś ze mną w dobrych chwilach, ale szczególnie bliski byłeś wtedy, gdy było mi źle. Na chwilę potrafiłeś uciszyć niepokój, ukoić łzy. Tworzyliśmy zgrany duet, jednak dopiero teraz widzę, jak bardzo toksyczny był to związek.

Wszyscy dziwią mi się, że odważyłam się Ciebie zostawić. To przecież wydawało się niemożliwe po tylu latach razem. Wszyscy Cię kochają, byli naszymi wspólnymi przyjaciółmi, a teraz co? Gdy wychodzę gdzieś tam, gdzie jesteś, widzę te zmieszane spojrzenia, próbę zmiany tematu, rozproszenia uwagi. Nie jest łatwo, bo wszyscy mają z Tobą dobry kontakt, a ja czuję się jak jakiś wyrzutek, zdrajca. Bo to przecież ja powiedziałam, że to koniec. Że tak dłużej nie można żyć, że taka relacja mnie niszczy. Dałam się nabrać, że to przyspieszone bicie serca, to coś, dlaczego warto żyć. Mówili mi, że to normalne w związku, że są gorsze dni, ale że nie warto Cię zostawiać, że nie jesteś taki zły. Wiele osób przecież tkwi w podobnej relacji całe życie i nie czuje się z tym tak źle, jak ja. Jednak kiedy serce zaczynało bić i nie chciało przestać, kiedy Twojej obecności towarzyszył niepokój i wyrzuty sumienia, kiedy traciłam energię, a zyskiwałam kilogramy, zrozumiałam prawdę. Niszczyłeś mnie od środka. Niszczyłeś moje ciało i moją duszę, coraz silniej zaciskając wokół mnie pętlę. Kiedy chciałam z Ciebie zrezygnować, okazało się, że jestem od Ciebie uzależniona tak, jak można uzależnić się od narkotyków. Nie wystarczyło jedynie zamknąć drzwi przed Twoim nosem, bo ślady po Tobie były wszędzie wokół. Musiałam pozbyć się wszystkich pamiątek i nawet najmniejszych oznak Twojej obecności.

Myślałeś, że to tylko chwilowy kaprys, że zaraz wrócę i nasz związek będzie jeszcze bardziej intensywny. Miałeś prawo tak myśleć, bo przecież próbowałam się z Tobą rozstać już nie raz… Pamiętam, że kiedyś nie widywaliśmy się cały miesiąc… Ale nasze przywiązanie okazało się silniejsze. Miałeś nadzieję, że teraz będzie ta samo, ale teraz silniejsza jestem ja.  I nawet gdybym nie myślała tylko o sobie i o tym, jak, mimo chwilowej przyjemności, masz na mnie zgubny wpływ, to muszę myśleć o dzieciach. One mnie obserwują, patrzą na moje relacje, na ich konsekwencje. Nie chcę, żeby potem dokonywały podobnych, zgubnych wyborów i przechodziły dramat rozstania.

Zastanawiasz się pewnie, jak sobie radzę. Choć przez pierwsze dni było mi ciężko, to teraz z dumą przyznaję, że jest dobrze. Nie tracę na Ciebie mojego czasu, pieniędzy i zdrowia. Na początku tęskniłam, zwłaszcza gdy się mijaliśmy. Musiałam zwracać wzrok w innym kierunku i ignorować ten ścisk w żołądku. Bo przecież były chwile, gdy dobrze było nam razem. Ale to nie mogło trwać i Ty też o tym wiedziałeś. Po czterech miesiącach wiem, że to rozstanie na dobre, że nie potrafiłabym już być z Tobą. Piszę Ci o tym, choć wiem, że nie przejmiesz się tym na długo. Zbyt dobry jesteś w te gierki i na pewno zdążyłeś już omotać swoim wdziękiem i słodyczą kolejną ofiarę. Ale wiedz, że i w moim życiu nie byłeś jedyny. Okazało się, że są tacy, którzy bez uszczerbku na moim zdrowiu i samopoczuciu osładzają mi dzień. Są ze mną, ale nie trzymają kurczowo. Nawet dzieci ich polubiły. Zatem, drogi Cukrze, żegnaj. Życie jest wystarczająco słodkie bez Ciebie.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *