Jestem mamą, to moja kariera

W połowie sierpnia skończyłam 25 lat. Jestem niezwykle wdzięczna za miejsce, w którym się znajduję, ludzi, którymi się otaczam i rodzinę, która przerosła moje najśmielsze marzenia. Tego dnia dostałam mnóstwo ciepłych słów i życzeń. Szczególnie utkwiły mi w pamięci te, które miały wskazywać na to, czego potencjalnie mi brakuje… „Masz już praktycznie wszystko, więc teraz czas na karierę”. Hmmm, kuszące. Oczyma wyobraźni widzę siebie odprowadzającą Lili do przedszkola, a Samuela do żłobka/do niani. Idę na osiem godzin do pracy, spotykam się z dorosłymi, mamy swoje przerwy na kawę, na oddech, na rozmowy o czymś innym niż pieluchy, mamy nowe, inne stresy. W tym czasie myślę, czy moim dzieciom niczego nie brakuję i wierzę, że jest ok. Potem biegnę po maluchy, idziemy na plac zabaw, słucham o przedszkolnych zabawach i tulę mocno z tęsknoty. W domu szybki obiad, sprzątanie i wieczór, podczas którego dylematem jest, czy robić pranie, czy paść na twarz. O rozmowie z mężem chyba dziś zapomnę. Tak to widzę, przykładowo, karykaturalnie. Tak wygląda dzień wielu moich koleżanek i… szczerze je podziwiam. Ja nie radzę sobie z domowymi obowiązkami, będąc w domu, a co dopiero po pracy… Widzę jednak, że pracujące mamy są szczególnie docenione przez społeczeństwo, a te, które postanowiły zostać w domu, muszą liczyć się z pytaniami: Kiedy wracasz do pracy? Dalej siedzisz w domu?

Znam rodziny w różnych sytuacjach życiowych. Mężowie pracują zagranicą, one są w kraju bez pomocy rodziny, przez część roku żyją jak samotne matki. Dobrze, że w tym wszystkim mają zapewnioną stabilizację finansową. Są też mamy, które chciały pracować zawodowo, ale ogrom obowiązków i brak czasu rodziców destrukcyjnie wpływał na rodzinę, więc postanowiły znów siedzieć w domu. Są kobiety, których mężowie są w stanie utrzymać rodzinę i decydują się na towarzyszenie dzieciom w tym pierwszym, przed szkolnym okresie (a nawet i szkolnym, gdy uczą je w domu, buźki Aga). Czasami to wiąże się z kosztami. Czasami tak naprawdę ich na to nie stać,a decyzja wiąże się z obniżeniem standardu życia, zamienieniem domu na mieszkanie, wakacji na Dominikanie na kaszubskie pole namiotowe. Piszę o tym, bo często wydaje nam się, że nie mamy wyboru. I nie mówię o sytuacjach, kiedy dwie pensje są niezbędne do przeżycia. Każda rodzina może to sama ocenić, wyliczyć wszystkie koszty i konsekwencje. Jeśli jednak kobieta wie, że może być z dziećmi w domu, albo nawet nie z dziećmi, bo te pójdą do przedszkola/szkoły, a ona w tym czasie zajmie się wszystkimi domowymi obowiązkami i powita rodzinę z ciepłym obiadem… To powinna mieć wsparcie i możliwość tak zrobić. Istnieje silny nacisk na to, by wrócić wreszcie do prawdziwej pracy. Mieszkam w małym mieście, bez wsparcia rodziny. Babcie oddalone są o dwie godziny drogi. Mąż pracuje w nieregularnym wymiarze, często po 24 godziny. Nie wyobrażam sobie iść do pracy. To byłoby nawet nieopłacalne, po odliczeniu kosztów przedszkola, żłobka i pewnie niani, która miałaby się nimi zając podczas chorób. I wiem, że te argumenty mogłyby być bez problemu odparte przez te z Was, które zdecydowały się pracować, będąc w takiej sytuacji jak ja. I pewnie kiedyś ostatecznie pójdę do pracy i docenię inne możliwości. Jednak tu i teraz, w tych okolicznościach, chcę być po prostu (tylko i aż) mamą. Chcę zaprowadzać Lili do przedszkola, ogarniać dom, bawić się z Samuelem, gotować obiad, być z nimi. Chcę móc zrobić wagary od przedszkola i jechać na wycieczkę lub towarzyszyć jej podczas choroby. I chcę, żeby inne mamy, które chcą i mogą tego chcieć, wiedziały, że to jest w porządku. Że to wcale nie jest łatwiejsze rozwiązanie. Że to jest koszmarnie trudna praca, wymagająca zapierania się siebie, rezygnacji z siebie, a jednocześnie dająca niezwykłą satysfakcję. Że nie jest mniej ważna niż praca lekarza czy księgowej. Że jest niezwykle potrzebna, a czas poświęcony dla niej, zostanie nam zwrócony w postaci nieprzerywalnych relacji i więzi na całe życie. Czytałam kiedyś, że jednym z najpiękniejszych wspomnień z dzieciństwa jest mama, która jest. Jest obecna, kreuje atmosferę domu, do którego chce się wracać. Nie jest kurą domową, nie jest gosposią. Jest tą, która dom tworzy i się o niego troszczy.

Uwierzcie mi, że szczerze podziwiam mamy, które mimo pracy zawodowej pozostają przede wszystkim mamami i robią to wszystko, czego potrzebuje dom i rodzina, mając tyle samo godzin w dobie… Podziwiam i chylę czoła. Ja w pewnym momencie zaczęłam wymiękać, dlatego zdecydowaliśmy się na przedszkole dla Lili. W moim idealnym scenariuszu powinnam być w domu z dziećmi do wieku szkolnego, ale to mnie przerosło. Pomógł fakt, że Lili bardzo garnie się do innych dzieci i widzę, że przedszkole może rozwinąć bardziej, niż kolejne dni z coraz bardziej wypaloną mamą 😉 A tak przez te kilka godzin dziennie, gdy będę tylko z Samuelem (co mu się też należy ;P), zamierzam zbierać siły na resztę dnia z dwójką cudnych potworków. I marzę sobie, że nawet gdy już zdecyduję się na pracę poza domem, by moją prawdziwą karierą było bycie mamą, a największym sukcesem prowadzenie dzieci właściwą drogą.

 

Na koniec piosenka, której wpis zawdzięcza swój tytuł i przesłanie.

 

 

10 thoughts on “Jestem mamą, to moja kariera

  1. Oj, gdybym tylko mogła, zostałabym z dziećmi co najmniej do końca edukacji wczesnoszkolnej… Niestety finansowo nie udźwigniemy i wróciłam już do pracy zawodowej. Z jednej strony się cieszę, z drugiej zdaję sobie sprawę, że będę teraz zapierdzielać, a z trzeciej wiem, że to mnie bardziej zorganizuje, więc chyba mimo wszystko plusów jest więcej 🙂 Samuelek jest jeszcze malutki i Cię bardzo potrzebuje, więc nie ma co się zastanawiać, na wszystko przyjdzie właściwa pora :*

    1. Ninka już dorosła do przedszkola, więc super czas na zmiany 🙂 Ja się cieszę, że Samuel jest taki mały, bo nie muszę się tłumaczyć, czemu siedzę w domu ;p
      A na organizację czasu też liczę dzięki temu, że dzień będą wyznaczały godziny pobytu Lili w przedszkolu. Tobie to pomogło, jak odprowadzałaś Wronka i byłaś z samą Ninką?

  2. Mamą co prawda nie jestem, ale pracuję w przedszkolu z dziećmi, których rodzice są aktywni zawodowo. Bardzo często jest tak, że niemal połowa z naszych podopiecznych spędza w przedszkolu co najmniej 10 godzin dziennie. Serce mi pęka, gdy widzę stęsknione za mamą czy tatą dzieci. Wiadomo, przytulamy je, pocieszamy, i mówimy o 13, że mama wkrótce przyjdzie, choć tak naprawdę będzie dopiero o 17. Dlatego postanowiłam, że gdy sama zostanę mamą poświęcę swój czas całkowicie dzieciom, choćby mialo to trwać do ich 18. roku życia 🙂

    1. Och, nie wyobrażam sobie obserwować takich smutków… A plany zaangażowania są super 🙂 PS Myślisz, że czas od 8 do 14 jest optymalny dla dziecka? Na tyle chcę zostawiać Lili.

      1. Myślę, że jeżeli Twoja córeczka lubi spędzać czas z innymi dziećmi, to po jakimś czasie może się okazać, że to jednak za krótko 🙂 Takie dzieci też mamy, które proszą rodziców, aby odebrali je później 🙂

        1. Dziękuję! Będę ją obserwować i rozmawiać z nią. Wczoraj była 4 godziny i to było zdecydowanie za krótko 😉 Ale ciekawe jest to, że nie okazała, jak wielki stres to dla niej był, a jednak jak zasnęła o 16:30, to… spała do rana!

  3. Niestety nie jest to łatwa decyzja. Osobiście nie znam ani jednej matki,która poszła do pracy,żeby się spełniać czy pić kawkę w pracy. To są tak indywidualne przypadki,że nawet nie chce podawać przykładów. Każda rodzina jest inna, pensja męża jest inna, koszty edukacji dzieci, utrzymanie rodziny, rachunki i td. Znam taka rodzinkę. Żona została w domu, zajmuje się dziećmi, nie pracuje,ale za to mąż popyla w pracy od 6 do ok 19. Wolę jednak pójść do pracy,mieć skrócony czas pracy,dołożyć się do budżetu rodzinnego i mieć tatusia dla naszych dzieci w domu o ludzkiej porze,obecnego i w miarę aktywnego. Szanuję i podziwiam każdy wybór.

    1. Masz rację, być może użyłam zbyt dużych skrótów myślowych opisując mamę wracającą do pracy. To kwestia wielu wyborów, często bardzo indywidualnych.

  4. Aktualnie postanowiłam wrócić do pracy w lutym 2018. Zostawić 3-latka w przedszkolu i zostawić w tym czasie rocznego synka nawet-nie-wiem-jeszcze-teraz-gdzie i okropnie mi z tym

    1. To są bardzo trudne decyzje i cieszę się, że póki co jeszcze przede mną. Na pewno dokonasz najlepszego dla całej Waszej rodziny wyboru!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *