O pięknie relacji siostry i brata i o tym, co pozwala ją pielęgnować (czyli jak wygląda życie z dwójką, zanim zaczną się bić)

O tym, co znaczy mieć rodzeństwo, wiem niewiele. A to, co wiem, nie wynika z autopsji, lecz jedynie z obserwacji. Będąc jedynaczką miałam mamę zawsze dla siebie, byłam oczkiem w głowach dziadków, nie musiałam z nikim rywalizować. Nie miałam jednak stałego towarzysza zabaw, nie dzieliłam się sekretami z siostrą, nie biegałam po lesie z bratem. Mimo tego nierozstrzygalnego bilansu zysków i strat nigdy nie żałowałam, że rodzice nie zdecydowali się na kolejne dziecko. Na zaczepne pytanie, czy chcę braciszka czy siostrzyczkę, odpowiadałam, że… chomiczka. Ostatecznie nie miałam ani tego, ani tego, jednak po latach otrzymałam w prezencie męża, który w przeciwieństwie do mnie rodzeństwa ma pięcioro.  Całkiem nowym było dla mnie obserwowanie relacji tak nieodkrytej, a tak przecież oczywistej i wyjątkowej. Kiedy zostaliśmy rodzicami Lili, wiedzieliśmy, że bardzo chcemy, by miała rodzeństwo i że nie chcemy na to długo czekać. Gdy pojawił się Samuel, byłam bardzo ciekawa ich relacji. Od początku wiedziałam, że rodzę nie tylko synka nam, ale także brata dla niej. A to okazało się być najpiękniejszym prezentem.

Samuel skończył pół roku. Nie pytajcie mnie, kiedy to się stało, bo mogłabym powiedzieć, że chyba przespałam kilka miesięcy. Byłoby to jednak wielkim nieporozumieniem, bo przez ten czas ze snem mi nie po drodze. Muszę jednak szczerze przyznać, że ten mały człowiek jest taką radością i szczęściem, że nawet pobudki o 4 czy karmienie co dwie godziny (czy to dzień, czy to noc) nie są w stanie zmniejszyć mojego uśmiechu, gdy o nim myślę, lub na niego patrzę. Jak każde dziecko dla swojej mamy jest jedyny, niepowtarzalny i wyjątkowy. Ma dwa dolne zęby, którymi gryzie „rękę, która go karmi” (a raczej inną część ciała…). Wywołuje u mnie wiele ciepłych emocji i wzruszeń, o których istnienie się nie podejrzewałam. W rozwoju postanowił chyba dogonić siostrę, gdy ta była w jego wieku i już śmiga, raczkując i siada pięknie (zawsze mnie fascynują te wyprostowane plecki u maluszków). Bardzo mi to życie ułatwia, bo mniej chce być noszony, a więcej zajmuję się sam sobą. Albo Lili się nim zajmuje. I to jest chyba najcudowniejszy widok (pod warunkiem, że nic głupiego jej nie wpada do głowy;) ) Ostatnio przez godzinę bawili się po swojemu w pokoju. Gdy weszłam, zobaczyłam, jak Lili go przytula i mówi: On mnie mocno kocha.

Widzę, że te wszystkie rady, które usłyszałam o wychowywaniu dwójki są coraz bardziej aktualne. Kiedyś łatwiej było spełnić potrzeby Lili, a dopiero potem Samuela. Teraz, kiedy drzemka co kilka godzin jest konieczna i wyczekiwana, to odejście od niego, by zająć się nią, jest dość utrudnione… Jednak zauważyłam, że gdy zaczęłam stosować jeden mały trik, ich relacje są głębsze. („Zastosowała ten jeden trik. Matki jej zazdroszczą”. Haha, kojarzycie?) A zatem… Opowiadam Lili o tym, jak ważna jest dla Samuela i jak bardzo on jest zainteresowany nią. Przykład: Samuel wstaje przed nią i gdy ona przychodzi do nas, mówię, że on bardzo się cieszy, że już wstała, że czekał na nią. Gdy jesteśmy na placu zabaw mówię głośno: Samuel, zobacz, jak Lili zjeżdża, kiedyś Cię nauczy. Teraz ona sama go woła, by patrzył 🙂

Staram się też, by ona wiedziała, że jej zabawki są jej, choć forsuję, by się nimi dzieliła. Jednak kiedy coś jest dla niej ważne, mówię Samuelowi, że nie może się tym bawić. Nie chcę, by słowa „Nie wolno!” były kierowane tylko do niej, dlatego nazywam też czynności, które robię tylko z nią, by wiedziała, że czasem Samuel tez musi czekać, bo ona ma w tym momencie priorytet.

Dużo rzeczy robimy razem, dużo mówimy do siebie. Uwielbiam patrzeć jak Samuel zerka na nią z zachwytem i śmieje się w głos, gdy ona się śmieje. Domyślam się, że ta sielanka długo nie potrwa, bo zaczną się kłótnie, teksty w stylu „on oddycha moim powietrzem”. Jednak póki co słyszę: „Samuel, nie wolno. (2 sekundy potem)  Albo masz” i rozczulam się. Widzę, jak wielkim szczęściem dla niego jest wzrastać u jej boku, jak olbrzymim bodźcem ona dla niego jest, a on dla niej radością i lekcjami cierpliwości, miłości, dzielenia.

Dziś jest Dzień Mamy. Tak cudownie zwyczajny i tak w swej zwyczajności wyjątkowy. Nie spodziewałam się, że odnajdę się w tej roli tak dogłębnie, że będę tak spełniona w byciu mamą na pełen etat. I tej radości, tego spełnienia, tych wzruszeń nam wszystkim życzę. Dostrzegajmy małe cuda codzienności, bo będziemy do nich wracać ze łzami w oczach w czasach, gdy noce będą przespane, dom wysprzątany, ale… jakiś taki pusty.

2 thoughts on “O pięknie relacji siostry i brata i o tym, co pozwala ją pielęgnować (czyli jak wygląda życie z dwójką, zanim zaczną się bić)

  1. Ten wpis mnie bardzo rozczulił. Rzeczywiście potrzeba dużo mądrości, aby dawać czasu i miłości „po równo”. Nie znam Was, ale aż chce się poprzebywać razem z Wami 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *