Dlaczego nie pozwalam obcym ludziom zaczepiać moich dzieci

Ten temat siedzi mi w głowie od kilku miesięcy. Za każdym razem, gdy się za niego zabierałam, ostatecznie myślałam: „Daj spokój, wyjdziesz na dzikuskę, przecież to nie jest wcale taki duży problem”. I odpuszczałam. Do czasu, gdy kropla przelała czarę, kiedy moje dziecko było gotowe iść z nieznajomą, która zaproponowała lody i gdy ja zostałam brzydko nazwana w centrum miasta, gdy grzecznie poprosiłam, by nie mówić do mojego dziecka. Wtedy zdałam sobie sprawę, że sprawa jest poważna i że konsekwencje ignorancji mogą być poważniejsze, niż nam się wydaje.

Bardzo przemawia do mnie stwierdzenie, że do wychowywania dziecka jest potrzebna cała wioska. Widzę to, gdy spotykam się z innymi mamami, dzielimy się swoim doświadczeniem, dostrzegamy podobne słabości, jesteśmy dla siebie pomocą. W tym samym czasie nasze dzieci uczą się od siebie nawzajem i są pod naszą wzajemną opieką. Doceniam przejaw troski i wsparcia, gdy pochodzi od kogoś, kogo darzę zaufaniem. Niestety w moim otoczeniu (specyfika małego miasteczka?) przyjęło się myśleć, że „do wychowywania dziecka potrzebne jest całe… miasto”…. Wielokrotnie słyszałam o tym, że obce osoby zwracały publicznie uwagę, że np. dziecko jest jeszcze za małe do spacerówki, albo „udusi się w tej chuście!”. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że w większości przypadków jest to sprawa troski i założenia, że młoda matka jest niedoświadczona i potrzebuje rady. Pani X chce czuć się potrzebna i dzieli się swoim doświadczeniem. Nierzadko jednak ton głosu wskazuje na krytykę i wyższość, a zdarza się, że zdania te są wypowiadane pod nosem, lecz tak, by były słyszalne. Nie jest to nic miłego nawet dla osoby, która ma właściwe poczucie własnej wartości i pewność słuszności swojego postępowania. Mimo wszystko to nie przeszkadza mi tak bardzo, jak inne, bardzo niepokojące zjawisko.

Ludzie zaczepiają moje dziecko. Lili oczywiście, bo Samuel w wózku jest mniej ciekawym obiektem. I wiecie, oni często starają się mi pomóc. Przykład: Lili nie chce ze mną iść. Odchodzę więc na kilka kroków, by ją zachęcić do podbiegnięcia i w tym czasie jakaś przemiła pani mówi: „Ona pójdzie ze mną”/ „Bo pani Cię zabierze”, myśląc, że mi pomaga. Zdarza się też, że ktoś zaczepia ją też bez powodu albo daje lizaka (!!!). Czara przelała się ostatnio, gdy najpierw pani zaproponowała, że weźmie ją na lody, a ona się zawahała (!!!) a potem zagadał do niej nietrzeźwy mężczyzna.

Co ja wtedy robię? Najczęściej najpierw separuję Lili od tej osoby. Czasami ona sama do mnie od razu przybiega. Jeżeli jest to miła starsza pani, uśmiecham się delikatnie i szybko odchodzę. Gdy czyjeś zachowanie wykracza poza naszą strefę komfortu, nie staram się być miła i odchodzę bez słowa czy porozumiewawczych spojrzeń. Jednak kiedy czyjeś zachowanie jest jawnym nadużyciem, proszę stanowczo, by nie straszyć mojego dziecka, by do niej nie mówić, by niczego jej nie dawać i pod żadnym pozorem nie dotykać. Czytałam kiedyś o kobiecie, która, będąc w takiej sytuacji pytała: „Czy powtórzy pan/-i policjantowi, że chce zabrać moje dziecko?”.

Ciekawa jestem, jakie są Wasze odczucia w tym momencie. Bo ja zauważyłam, że ludzie różnie reagują na takie sytuacje. Ktoś powie, żebym dała spokój, że przecież to bardzo miłe, że ktoś chce mi pomóc. Ktoś będzie zachwalał uroki małego miasta i rodzinną atmosferę. Ktoś inny jeszcze zauważy, że przez to moje dziecko będzie bało się ludzi i zawsze będzie nieufne. Ktoś zwróci mi uwagę, żebym nie przesadzała, gdy włącza mi się tryb matki lwicy i będzie przepraszał przemiłą panią i mówił, że ja tylko żartuję, mówiąc, że nie życzę sobie, by zaczepiano moje dziecko.

Bo sobie nie życzę. Nie chodzi tylko o mój dyskomfort.  Nie dlatego, że mam takie widzimisię, ale dlatego, ze zauważyłam, że jest to okropnie niebezpieczne.

Zdałam sobie sprawę, że te sytuacje, w których obca osoba mówi do mojej córki są bardzo częste i mogą być przez nią uważane za normę. Uśmiech miłej pani (miłego pana!) może być dla niej zachętą do dalszej relacji.I może to być dziesięć miłych pań (miłych panów!), a jedenasta może już nie być miła. Może to być dziesięć dobrych, niewinnych motywacji, a jedenasta… Dlatego to nie może być normalne, że ktoś zaczepia moje (Twoje) dziecko. Rozmowy z obcymi ludźmi nie mogą wydawać się czymś naturalnym i bezpiecznym. I nie boję się, że moje dziecko będzie nieufne, bo ono ma takie być. Mamy wielu przyjaciół, którym może ufać. Przy nas może czuć się bezpiecznie. A jeśli ktoś koniecznie chce zagadać, to niech zacznie ode mnie. Niech zapyta, czy może porozmawiać z tą młodą damą. Nie jestem dzikusem, nie ucieknę. Może nawet poznam w ten sposób wartościową osobę. Ale nie pozwolę, by obcy człowiek przekraczał granice, których przekraczać nie wolno. Nie pozwolę, by moje dziecko poczuło się bezpiecznie w sytuacji, która nie jest bezpieczna.

I póki dziecko jest małe i zawsze jest z nami, dużo łatwiej wszystko kontrolować. Dlatego niezwykle ważne jest też to, by z dzieckiem rozmawiać. By mówić, że nigdy, ale to przenigdy nie może wdać się w rozmowę z kimś obcym. By zawsze zgłaszać (np. nauczycielowi), że ktoś je zaczepia lub krzyczeć, gdy poczuje się zagrożone.

Jestem bardzo ciekawa Waszych opinii, doświadczeń w tym temacie. Podzielcie się też sposobami na rozmowę z dzieckiem i tym, co działa u Was, by zapewnić maksimum bezpieczeństwa.

Pozdrawiam Was ciepło, trzymajcie się bezpiecznie!

PS Lepiej nie wdawać się w dyskusję z osobami nietrzeźwymi lub wyglądającymi niebezpiecznie i nie zwracać im uwagi. Nawet lwica ma swoje ograniczenia zwłaszcza z dwójką małych dzieci. Wtedy można się delikatnie uśmiechnąć i, trzymając dzieci jak najbliżej siebie, odejść.

9 thoughts on “Dlaczego nie pozwalam obcym ludziom zaczepiać moich dzieci

  1. Zgadzam się. Dziecko nie powinno zbyt łatwo oswajać się z obcymi i nie powinno się ich tego uczyć. Ja też jestem bardzo ostrożna w tego typu sytuacjach.

  2. Tak. Zdecydowanie zgadzam się z Twoją opinią. Faktycznie, być może jedna lub druga osoba będzie miła, ale trzecia może okazać się niebezpieczna. A dziecko, jeśli nie jest tego celowo nauczone by być nieufnym, nie zauważy różnicy. Sama mam kilka takich dziwnych doświadczeń z dzieciństwa i to nawet szkolnego, gdy to jakaś przemiła starsza pani (która później jak się okazało miała pewne zaburzenia psychiczne) wzięła mnie za rękę by odprowadzić mnie spod spod szkoły do SWOJEGO domu. A ja, zupełnie nie nauczony co robić w takiej sytuacji szłam z nią dobre pół godziny, płacząc ze strachu, bo nie wiedziałam jak powiedzieć jej by mnie puściła! Nikt mnie nie nauczył jak reagować w takich sytuacjach, więc grzecznie szłam z tą panią, która jak później się okazało myślała, że jestem jej wnuczką… Myślę więc, że zdecydowanie trzeba o takich sprawach rozmawiać, pisać i uczyć nasze dzieci jak zachowywać się w stosunku do obcych. Dzięki za wpis!

    1. Twoja historia mrozi krew w żyłach. Chwała Bogu, że dobrze się skończyła! I że teraz może być dobrym przykładem, przed czym przestrzegać nasze dzieci. Mogę opublikować Twój komentarz na facebookowej stronie?

  3. Wczoraj miałam 2 sytuacje w metrze a potem w autobusie ,przy których z jednej żetony czułam ulgę a z zdrowiej jednak moje granice były nadszarpniete-w metrze shodzilam po shodach-dwójką dzieci i wózek pod pachą bo winda była zepsuta i chciałam dać synkowi rękę ale jakas starsza pani szybciej ode mnie go chwyciła. Tylko dlatego ze szli obok mnie,pozwoliłam jej na to,ale w środku czułam się bardzo niepew nie. Druga sytuacja-wysiadałam z dwójką dzieci z bardzo zatłoczone autobusu i anistojac przed nami zamiast mnie przepuścić, powiedziala-ja przytrzymam pani syna za rękę, a pani tędy przejdzie.nie podobało mi się to ale nie miałam wyjścia. Podziękowała obu paniom za chęć pomocy bo wiem ze zrobiły to spontanicznie-niemniej jednak czułam się pozbawiona kontroli nad sytuacją. Mój syn w obu sytuacjach zaraz przybiegł do mnie choć pani z metra nadal chciała z nim nawiązać kontakt.on tego kontaktu nie chciał.

    1. Ojej, czytając to, wczułam się w Twoją sytuację i poczułam straszny dyskomfort! Brak kontroli podczas opieki nad dzieckiem i zdanie się na obcych, to nie jest to, czego matka by sobie życzyła. Dobrze, że ostatecznie jesteśmy pod najlepszą opieką 🙂

  4. Nie jesteś dzikusem, ja też nie pozwalam innym zbliżać się do córki! Moja reakcja jest zwykle błyskawiczna i nie interesuje mnie co pomyślą inni. Nie powinno zaczepiać się obcych dzieci, a tym bardziej oferować im lizaków, lodów itd. Zawsze dziwi mnie skąd to się bierze w ludziach, co ich skłania żeby podejść do obcego dziecka i tak się zachowywać.
    Jako rodzic absolutnie nie daje na to przyzwolenia!

  5. Jestem tata takich zaczepianych dzieci. Facet vs. rozemocjonowana babcia. Z gory wiadomo jaki jest odbior osob – swiadkow zdarzenia. Zdarzenia, bo za kazdym razem proponuje, zeby zaczepiaczka pogadala sobie z kims innym z kolejki, sklepu itd. „- Co pan taki nerwowy? Po co tak sie dasac?” to lagodniejsze reakcje takich ‚przemilych’ babc. Mam to gdzies, ale lubie skupiac sie na dzieciach i tym co robie a nie uczestniczyc w wymuszonych sytuacjach. Tylko jedna przeprosila, i jej wytlumaczylem, ze dziecko moze trafic kolejnym razem na mniej mila osobe i nie bedzie wiedzialo jak prawidlowo zareagowac. Powiedziala, ze rozumie i jeszcze raz przeprasza.
    Oprocz kwestii bezpieczenstwa, po prostu wychodze z zalozenia, ze dorosly z innym obcym doroslym nie chce takich relacji jakie proponuja te przyslowiowe ‚babcie zaczepiaczki’. Dziecko to czlowiek, tylko, ze mniejszy i bez doswiadczen. Natomiast ma takie same prawa do prywatnosci i do traktowania jak inni ludzie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *