Zanim

Zanim zostałam mamą, nie wiedziałam o sobie wielu rzeczy, które wiem obecnie. Doświadczenie (to niespełna trzyletnie) i doświadczanie (to codzienne) ujawnia nowe słabości, nowe zachwyty, nowe możliwości. Skąd cztery lata temu mogłam wiedzieć, że idealny wieczór to chwila z książką, rozmowa z mężem i sen przed 22? Skąd mogłam wiedzieć, że wieczorem będę ogarniać całe mieszkanie, a potem, zamiast spać, będę nasłuchiwać ukochanych oddechów i budzić się na każdy szelest, a o 5 rano uśmiechnę się na słowa: „Mamo, wstawaj, już jasno!”?

Nikt nie przygotował mnie na koszmar porodu z Lili. Nikt nie uprzedził, że przerośnie to moje wyobrażenie. Jednocześnie nikt nie był w stanie odebrać mi wzruszenia i miłości, które ogarniają każdą komórkę mojego ciała, gdy patrzę na tę śpiącą dziewczynkę. Nikt też, nawet ja sama, nie przygotował mnie na krótki poród synka i na bajkowy świt, podczas którego spędziliśmy pierwsze wspólne chwile.

Nikt mi nie powiedział, jak trudno będzie, gdy moja prawie przedszkolna córeczka spojrzy na mnie oczami pełnymi smutku i zawodu, bo nie poświęcam jej tyle czasu, ile potrzebuje… gdy nie potrafimy nawiązać porozumienia, gdy obie nie radzimy sobie z emocjami i czujemy, że wiele się nie różnimy… gdy oboje płaczą, a ja muszę na trzeźwo ocenić priorytety ich potrzeb, mając świadomość, że mam do czynienia z zadaniem podobnym do operacji na duszy.

Nie znałam wyjątkowej melodii słów: Kocham Cię, dopóki nie usłyszałam ich z ust mojej dziewczynki, która potem zostawiła siarczystego buziaka na moim policzku. Nie wiedziałam, że ktoś potrafi tak cieszyć się na mój widok, dopóki mojego dnia nie rozjaśnił uśmiech Samuela, którego oczy wyrażają więcej niż jakiekolwiek słowa. Nie wiedziałam, że mój mąż będzie moim bohaterem każdego dnia i że moja miłość do niego może rosnąć tak szybko, jak rosną nasze dzieci. Nikt mi nie powiedział, że nie zamieniłabym naszego życia na żadne inne.

Nawet gdyby ktoś mi powiedział, nie uwierzyłabym.

Szukam w swoim macierzyństwie autentyczności. Szukam tego, by nie być mamą idealną, która nie pokazuje słabości. Szukam właściwych słów, by nazwać swoje emocje, by dzielić się nimi, by potrafić je ujarzmić i opanować. Szukam tego, by zgubić siebie, a odnaleźć w innym miejscu. Wiem już, że więzi tworzą się, gdy zapominam o sobie. Wiem, że Ci, których kocham, potrzebują mnie i ja sama potrzebuje siebie i muszę odnaleźć harmonię w tych potrzebach, pamiętając, że gdy wyrzekam się egoizmu, zdobywam o wiele więcej.

Uczę się, by wymagać od siebie więcej, by poszerzać granice, by uśmiercać ego. Jest to proces niezwykle bolesny, ale efekty są porównywalne do ciała, z którego wycięto raka. Jestem zdrowsza, a zdrowsza mogę być bardziej dla nich. Usłyszałam kiedyś, żeby nie dzielić czasu na ten „dla siebie” i nie szukać możliwości, by wreszcie, według swoich warunków, oddać się temu, co tylko mi sprawia przyjemność. Sztuką jest odnaleźć swój czas w każdej czynności, którą wykonuję. Uczę się zatem odpoczywać, przy wspólnym czytaniu bajek, cieszyć się ze zbyt wolnych spacerów, doceniać możliwość zrobienia obiadu mężowi i posprzątania w domu, było nam miło. Nie wiedziałam, że to będzie najpiękniejszą życiową lekcją zanim zostałam mamą.

Mniej mnie tutaj. Przepraszam. Ten tekst jest wyrazem tego, co aktualnie dzieje się w moim środku. A i na zewnątrz dużo się dzieje. Przeprowadziliśmy się do innego mieszkania, ustawiłam sobie nowe priorytety, odkryłam kolejne nowe rzeczy w sobie. Nie nadążam tego wszystkiego na bieżąco przerobić, a co dopiero o tym pisać. Ale pisać chcę, bo to terapeutyczne. A jeśli dodatkowo ktoś da mi sygnał, że to do niego przemawia, że jest w podobnej sytuacji, to warto po stokroć! Dajcie proszę znać, że nie zapomnieliście o nas, a z przyjemnością od czasu do czasu się odezwę!

 

6 thoughts on “Zanim

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *