Zabawy edukacyjne dla dzieci 2+. Alfabet

Kiedy zakładałam bloga i myślałam nad kategoriami wpisów, ambitnie podeszłam do tematu i wiedziałam, że jakieś DIY musi być. W końcu każda szanująca się blogerka musi umieć uszyć kołderkę dla dziecka, zbudować płot i ulepić wazon z gliny. Jak myślicie, że przesadzam, to macie rację oczywiście. Niemniej jakiś kompleks DIY we mnie jest, więc kategoria powstała.

Cieszę się, że zostałam przy naszej rodzimej formie, bo „Zrób to sama” daje mi większą przestrzeń niż szumne DIY i pozwala zgrabnie wykręcić się od prób budowania domku na drzewie i szycia do niego firanek. A wykręcałam się,  ponieważ do prac ręcznych może i się nadaję, o ile potrzebne są dwie lewe… Z techniki zawsze miałam 4. Bo pani owszem, widziała moje chęci i zaangażowanie, ale talentu nie mogła się doszukać. Nie pomaga też moja niecierpliwość, która przyspiesza pracę, byle zobaczyć efekt. A efekt jaki jest, każdy się może domyśleć, bo pośpiech nie jest najlepszym doradcą.

Ale! Ale jest i to duże. Jestem mamą, która lwią część swojego życia spędza obecnie w domu z dziećmi, a pozostałą część na spacerach w tym samym doborowym towarzystwie. Postanowiłam umilić życie swoje i Lili i zająć ją czymś innym, niż te same zabawki czy książeczki. Kupowanie jej kolejnych też nie załatwi sprawy. Zgodnie z postanowieniem, by rzeczy było mniej już i tak staram się ograniczać ilość zabawek w jej pokoju. W swoim dwuipółletnim życiu dostała ich już tyle, że muszę część chować, bo traci atrakcyjność wśród mnóstwa klocków, pluszaków i puzzli. Niemniej czymś zająć się trzeba, a ja od zawsze zachwycona jestem mamami, które potrafią wyczarować coś z niczego i to coś ma jeszcze walory edukacyjne. Pomyślałam sobie, że skoro i tak nie mam wobec siebie wysokich wymagań, jeśli chodzi o to, by to było idealne, to wyluzowałam się i skupiłam na radości tworzenia.

Lili jest ostatnio zafascynowana alfabetem. Zamiast litery mówi abecede. O literkach czytamy książeczki, słuchamy piosenek, oglądamy bajki. Zaraz obok kolorów to ostatnio jej ulubiony temat. Wzięłam więc kilka inspiracji z pinteresta, zmierzyłam siły na zamiary, ograniczyłam formę i stworzyłam jej alfabet do zabawy. Skoro mi się udało, to udałoby się pewnie i Lili, ale zrobiłam to sama, wykorzystując wieczorną możliwość „odmóżdżenia się” przy czymś, co nie wymaga wiele intelektu. Co prawda trochę się z tym intelektem przeliczyłam, bo jednak było potrzebne więcej, niż ilość, która mi została przed północą i alfabet wyszedł międzynarodowy (i to też nie do końca, bo Q nie ma). Bez żadnego „zet ziet żet”, za to z bynajmniej rodzimym „x”. Jednak jako że „x” jest całkiem ładną literą nikomu to nie przeszkadza,  a ja milknę, gdy trzeba podać wyraz, który się tak zaczyna. Wybaczcie, ale xero mnie nie przekonuje.

Generalnie na zdjęciach wszystko widać. I tak, uprzedzając pytania, jak zawsze były robione kalkulatorem. Ale pokazuję je Wam, byście zobaczyli, że nie trzeba talentu, by dziecko uci(e)szyć i zająć na długie godziny minuty (nie spodziewajcie się cudów, kwadrans to i tak niezły wynik, jak na tę małą dzikuskę;) ).  Żeby jednak było choć trochę profesjonalnie, oto przepis na domowy alfabet.

Potrzebujemy:

  1. Kartki (najlepiej dwustronne, dają ładny efekt)
  2. Marker
  3. Karton
  4. Nożyczki
  5. Wycinaczkę do kółek – ok, nie wiem, jak to się profesjonalnie nazywa, ale coś takiego ułatwia mi życie, bo niestety z wycinaniem kółek prosto nożyczkami mi nie po drodze…
  6. Znajomość alfabetu, opcjonalnie internet (ja tego składnika zapomniałam i jest międzynarodowo, j.w. wspomniane)
  7. Opcjonalnie: filię do laminowania. Dzięki temu zabawa wystarczy na dłużej i wygląda bardziej profesjonalnie.

Wycinamy kółka i zapisujemy na nich literki. Ilość zależna od znajomości alfabetu. Następnie kółka odrysowujemy na kartonie (mój miał wielkość folii, która teraz służy za opakowanie na alfabet, więc trochę się literki cisną, ale dają radę), pamiętając o tym, by w miarę możliwości ilość liter była taka sama w obu wersjach. (Wybaczcie, jest późno i mnie to bawi). Na pintereście widziałam recyklingową wersję z nakrętkami po napojach zamiast wyciętych kółek. Można też użyć mocowania na rzep lub dwustronną taśmę, by uniknąć ślizgania się literek. Polecam też robić większe niż ja odstępy między literkami. Moje ograniczone miejsce sprzyja mieszaniu i przesuwaniu się liter.

Następnie mówimy dziecku, że mamy dla niego prezent, pamiętając, że to zobowiązuje, bo to zabawa dwuosobowa jest. Nazywa się: „Mama! Pomóż!”, ale jest naprawdę miło i duma rozpiera, gdy literkowe puzzle są ułożone.

Jak się bawiłyśmy? Mamy dwie wersje. Pierwsza jest taka, że lecimy od początku, mówię, że to  A jak ananas i Lili szuka A wśród stosu literek. Potem ona zaczęła kłaść literki, które znalazła, pomijając kolejność i ta dowolność też była fajna. Wciąż w zabawie był jednak element edukacyjny, bo pytała, co to za literka i powtarzała słowa, o których jej mówiłam. Starszym dzieciom można zaproponować układanie na czas.

Miła zabawa, bo rozwija nie tylko motorykę małą – te paluszki się trochę napracowały przy podnoszeniu śliskich kółeczek i dopasowaniu do planszy, ale przede wszystkim spostrzegawczość i naukę liter przez zabawę.

Proste? Chyba nie może być bardziej, dlatego tak mi się podoba. Minimalizm, ale pożyteczny!

 

2 thoughts on “Zabawy edukacyjne dla dzieci 2+. Alfabet

  1. Ale mnie zachęciłas. Jestem teraz za granicą z dziemi i juz nam się nudzi. Zrobię im jutro bo mamy materiały. Super ze się tym podzieliłas!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *