Mniej, więcej, dalej. O noworocznych postanowieniach

Nie wiem, czy wypada w niemal połowie stycznia pisać o noworocznych postanowieniach. Bo przecież one są po to, żeby je z końcem grudnia postanowić, 1 stycznia ogłosić, 2 stycznia realizować, a u progu drugiego tygodnia roku zapominać i odkładać na bliżej nieokreślone później. Słodko-gorzkie to jest i mam nadzieję, że nie do końca prawdziwe u większości z Was, które na ambitne plany się zdecydowała. Wiem, że można też zbojkotować ten pomysł i przejść w nowy rok tym samym krokiem, co skończyło się poprzedni. I to też popieram.

Jest jednak coś magicznego w początku stycznia. Zwłaszcza teraz, gdy śnieg sięga nam tu na Kaszubach po kolana i ta wszechogarniająca biel wkrada się z każdej strony, nie sposób nie myśleć o świeżości i nowej, czystej karcie do zapisania. Pewnie, nic ponadnaturalnego nie dzieje się w nocy z 31 grudnia na 1 stycznia, ale nowe cyferki to owe szanse, by powiedzieć: „Dobrze, że 2016 już za nami” lub za rok „Wreszcie, w 2017, udało mi się …..”.

Dlatego mam kilka postanowień, które wolę nazywać planami działania. To brzmi konkretnie i wymaga ode mnie zdecydowanych kroków. Wiem, czego chcę, wiem, że mogę to osiągnąć. Nie stawiam sobie niemożliwych do wykonania celów. Mierzę siły na zamiary i dodaję do tego element ryzyka i mojej niepewnej osobowości. I chcę to wszystko zrealizować według planu „MNIEJ… WIĘCEJ…”.

Chcę MNIEJ przedmiotów. Potrzebuje mniej rzeczy dookoła siebie. Muszę sukcesywnie pozbywać się przedmiotów, które są bezużyteczne. Wychodzi ze mnie minimalistka, która najlepiej odpoczywa w pomieszczeniu, w którym niewiele się znajduje. Wiem, że  mogę to osiągnąć, przez systematyczne sprzątanie, przez remamęt  renanent  inwentaryzację szuflad i szaf (o czym pisałam już tu). I wprowadzam to sobie powolutku, ciesząc się małymi efektami. Chcę też zwracać mniejszą uwagę na istotność przedmiotów, na sprawy codzienne, błahe, zajmujące myśli, a odwracające uwagę od tego, co najważniejsze.

Chcę MNIEJ siebie. Wiadomo, że lista postanowień, bez planu schudnięcia, to nie lista. Ok, mam koleżankę, która chcę przytyć, ale to wyjątek od reguły. Zresztą karnet na siłownię wykupiła, by robić masę, więc i tak wpisuje się w tradycyjny schemat noworocznych założeń. Ja zaczęłam z kopyta, ruszyłam do pani dietetyk, wyjaśniłam sytuację i wzięłam się za siebie. Jak się odważę, to może Wam jeszcze o tym coś napiszę. Póki co zmieniam nawyki i jest mi z tym wspaniale. Ale przede wszystkim chcę mniej siebie w kontekście egoizmu. Chcę być dla innych, nie szukać własnego komfortu, ale spełniać się w okazywaniu miłości, której potrzebuję WIĘCEJ.

Potrzebuję też WIĘCEJ cierpliwości. Wiem jednak, że nie obudzę się rano, będąc bardziej cierpliwa ot tak, z dnia na dzień. Na szczęście Pan Bóg dał mi dzieci, które skutecznie wypracowują w mamie tę cechę.

Jest jeszcze wiele rzeczy, których potrzebuję mieć w sobie MNIEJ lub WIĘCEJ. Na szczęście często jest tak, że pozbywając się jednego, od razu zyskujemy drugie. Wiem, że nie są to typowe postanowienia, a tak naprawdę droga, która powinna być codzienną pracą nad sobą.  

W tym roku skończę 25 lat. Będę obchodziła czwartą rocznicę ślubu, trzecie urodziny córki i pierwsze urodziny syna. Myślę, że to piękna perspektywa. Dlatego będę starać się być MNIEJ…WIĘCEJ…, by być dla nich. Już nie żyję dla siebie i to dodaje mi wielkiej motywacji. Byłam wielokrotnie na drodze, z której zawróciłam. Nieraz stawiałam sobie jakiś cel, z którego rezygnowałam ze względu na chwilowe niedogodności. Nie chcę tam wracać, nie lubię tego miejsca. Przede mną droga bez powrotu, ale na szczęście ze wspaniałym zakończeniem. Czeka mnie praca nad sobą. Droga, którą muszę przebyć. Nie chcę być nową wersją siebie, gdy za oknem będę widziała fajerwerki ogłaszające 2018 rok. Chcę być po prostu DALEJ w na drodze, która jest przede mną.

5 thoughts on “Mniej, więcej, dalej. O noworocznych postanowieniach

  1. Dobrze jest mieć cele i do nich dążyć 😉 moim zdaniem jesteś piękna i wyjątkowa taka jaka jesteś teraz ale ważne żebyś ty sama ze sobą dobrze się czuła! Tak więc trzymam mocno kciuki za twoje postanowienia :* i pamiętaj nie wszystko na raz! 🙂

    1. Dziękuję! Właśnie to „sama ze sobą” mi przyświeca. Poza tym chyba pierwszy raz w życiu podeszłam do diety rozsądnie, mając na pierwszym miejscu zdrowie. A schodzące kilogramy niech będą miłym skutkiem ubocznym 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *