Jestem po Twojej stronie

Dostrzegłam Cię niedawno w szybie kawiarni. Miałaś na sobie bardzo ładny sweter, który zwrócił moją uwagę. Wzrok zatrzymał mi się na dłużej, gdy zauważyłam, że trzymasz na rękach maleństwo. Widać było, że jest głodne, a Ty nerwowo rozglądałaś się wokoło. Podniosłaś sweter, nałożyłaś na ramię dużą, cienką pieluszkę i próbowałaś nakarmić swój skarb. Pewnie specjalnie wybrałaś to miejsce w kącie, by nikomu nie przeszkadzać, nie obrazić wrażliwych uczuć. Jakby słysząc moje myśli, spojrzałaś w moim kierunku. Zmieszany wzrok wskazywał na to, że zapomniałaś o oknie. Uśmiechnęłam się do Ciebie w geście zrozumienia, poparcia. Ale Ty zmieszana opatuliłaś się pieluszką jeszcze szczelniej, a o obecności dziecka świadczyły jedynie małe stópki wystające spod Twojej lewej ręki. Odeszłam szybko, nie chcąc pogłębiać Twojego zakłopotania.

*

Ciebie spotkałam w sklepowej alejce. Trzymałaś za rękę małą dziewczynkę, mogła być w wieku Lili. Trzymałaś ją odrobinę za mocno i widać było, że jej się to nie podoba. Kiedy puściłaś ją z bezradności, zaczęła uciekać, śmiejąc się. Ty nie miałaś ochoty na zabawę, ale bałaś się, że może Ci się zgubić, więc pobiegłaś za nią. Dogoniłaś ją przy półce z Kinder Niespodzianką, które zaczęła już otwierać swoimi małymi rączkami. Nie wiedziałaś, co zrobić, a Twoja córeczka była w szoku, gdy wyrwałaś jej czekoladkę i zaczęłaś ciągnąć w kierunku kasy. Opuściłaś głowę w dół, nie chciałaś patrzeć na gapiów, w tym na mnie. Idąc tak z płaczącym dzieckiem, myślałaś pewnie o tych wszystkich mądrych artykułach na stronach dla mam. O tym, żeby w takiej sytuacji skupić się na potrzebach dziecka, zapomnieć o tym, że inni patrzą. Że może wystarczyłoby odejść w cichsze miejsce, kucnąć do dziecka, wytłumaczyć, przytulić. Ale żeby to zrobić, Ty musiałabyś być spokojna, musiałabyś być ponad to i przestać myśleć o tym, że czujesz zawstydzenie, osądzanie, krytykę.

Później widywałam Cię w tym sklepie samą lub we trójkę, gdy Twój mąż wrócił z pracy. To on biegał wtedy ze szczęśliwą córeczką, a Ty robiłaś zakupy. Wciąż jednak dostrzegałam to nerwowe spojrzenie, że może są za głośno, że może znów trzeba będzie zapłacić za naderwane opakowanie batonika.

*

O Tobie usłyszałam  z opowieści kuzynki. Ktoś ostatnio zwrócił uwagę Twojemu synkowi. Powiedział mu, że jest w gościach i powinien grzecznie bawić się zabawkami, które nie są jego i nie popychać jego synka, kiedy nie chce się dzielić. Słyszałaś to z drugiego pokoju, wiedziałaś, że ma rację, ale na dźwięk jego głosu zrobiło Ci się słabo. Nie był agresywny, ale stanowczy. Gdyby powiedział tak do Ciebie, pewnie miałabyś łzy w oczach. Jesteś przecież bardzo wrażliwa. I rosły w Tobie różne emocje. Nigdy nie odezwałabyś się tak do czyjegoś dziecka. Czułaś gdzieś w środku, że nikt nie ma prawa tak zwracać się do Twojego, że powinien być delikatniejszy, lub powiedzieć to Tobie i liczyć na to, że sama najlepiej to wyjaśnisz. Nie wiedziałaś, czy i jak interweniować.  Gdy wstałaś, usłyszałaś już wołanie Ciebie z drugiego pokoju. Synek stał na środku, a łzy ciekły mu po policzkach. Wiedział, że zrobił źle, ale był przestraszony reakcją wujka. Podeszłaś do niego i przytuliłaś go, ale szybko odsunęłaś od siebie. Czułaś się źle, bo zdawałaś sobie sprawę z oczekiwań, które mają wobec Ciebie rodzice chłopca. Wiedziałaś, że powinnaś skarcić swojego syna, stanowczo wytłumaczyć, że nie można popychać. I zrobiłaś to, a potem czułaś się fatalnie. On był tam wtedy sam, bo nawet w mamie nie znalazł poczucia bezpieczeństwa. Chciał tamtą zabawkę, był silniejszy… i tak jakoś wyszło. To mówiły jego zapłakane oczy. I wiedziałaś, że z tej lekcji na pewno nie zapamięta tego, że nie można popychać.

*

Do wszystkich mam, do Ciebie jednej, do mnie samej.

Liczysz się Ty i Twoje dziecko. Liczą się jego i Twoje uczucia. Liczą się Wasze potrzeby.

W atmosferze empatii i zrozumienia nauczycie się dostrzegać i szanować potrzeby oraz uczucia innych, nie gubiąc tym samych własnych.

Przecież jesteś po jego stronie. Przecież kochasz, niezależnie od tego, co robi. Przecież chcesz, by to wiedziało.

Nie czuj się źle, kiedy karmisz publicznie. Nie myśl o całej nagonce i o tym, co ludzie pomyślą. Osłoń się, by czuć się komfortowo i jednocześnie ograniczyć dziecku dostęp do rozpraszających bodźców. Ale bądź w tym pewna i wyciszona, ono wyczuje Twój niepokój. A przecież jest po prostu głodne i potrzebuje swojej mamy.

A gdy jesteście wśród innych, gdy czujecie się oceniani, gdy nie wiecie, jak się zachować, bądź dla niego ostoją i spokojną wyspą. Stwórz warunki, by mógł się wyciszyć, opanować emocje. Trudne? Skoro dla Ciebie tak, to dla niego tym bardziej. Dlatego pamiętaj, że liczycie się Wy. Że Ci ludzie zapomną o Was, gdy w następnej alejce dostrzegą promocję proszku do prania.

Nawet przyjaźnie mogą przejść ciężką próbę, gdy będziesz musiała wybierać. Zawsze wybierz dziecko. Oni, jeśli są przyjaciółmi, zrozumieją. Twoje dziecko musi wiedzieć, że nie akceptujesz jego zachowania, ale akceptujesz je jako człowieka. I może liczyć na Twoje wsparcie. Musi czuć, że jesteś po jego stronie.

Na koniec jedno ważne zdanie, które podniosło mnie po kilku porażkach. Dla Twojego dziecka jesteś najlepszą mamą. Ono nie porównuje Cię z innymi mamami. Ty też tego nie rób. Bądź w porządku ze sobą i swoimi zasadami. Masz prawo, a nawet obowiązek, wychowywać swoje dziecko na swój możliwie najlepszy sposób. Powinnaś czuć się w tym pewnie i być gotowa bronić to przed innymi. Jeśli ono nie będzie czuło, że jesteś po jego stronie, nie przyjdzie do Ciebie w przyszłości z problemem. Karć złe zachowanie, ale kochaj dziecko. Jestem w tym z Tobą. Jestem po Twojej stronie.

5 thoughts on “Jestem po Twojej stronie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *