Głosy w mojej głowie, czyli jak wyrzucać ubrania

Jedną z konsekwencji prowadzenia bloga są te uporczywe myśli pojawiające się, kiedy coś przeżywasz. Od razu przekładasz to w swojej głowie na tekst, który rozbrzmiewa gdzieś w środku i nie daje spokoju, dopóki tego nie zapiszesz. Jest to bardzo ciekawe uczucie (niekiedy frustrujące, gdy myśli wiele, a nie ma możliwości ich spisania…), które sprawia, że czujesz się jak bohaterka filmu z głosem narratora w tle. „‚Mniam, co za pyszna zupa’, pomyślała Marta, pochylając się nad miską”. Hmm, no może nie aż tak, ale prawie.

Dzisiejszy post w ogóle nie był planowany. Jednak bogaty dialog wewnętrzny nie dawał mi spokoju i przez to i Wy jesteście w niego włączeni. Rzecz będzie o ubraniach i pozbywaniu się ich, coby w szafie i sercu zagościł spokój wynikający z dobroczynnego wpływu minimalizmu na samopoczucie. Jednak zanim dojdę do sedna sprawy muszę wspomnieć, że najbardziej lubiłam odrabiać lekcje w piątki (w tym momencie w filmie pojawiłaby się zdziwiona mina, która nie wiedziałaby co ma piernik do wiatraka, ja jednak z uśmiechem kontynuuję wątek, licząc, że dojdę do celu). Wynikało to z tego, że nie musiałam ich wtedy odrabiać. Bo kto normalny odrabia lekcje w piątki?? Tylko że właśnie w piątek mogłam postanowić, że siadam do książek. Z własnej nieprzymuszonej woli robiłam to z radością potęgowaną świadomością wolnych dwóch kolejnych dni.

Dziś po całym dniu wrażeń, gdy dzieci niespodziewanie usnęły przedwcześnie, a mąż zarabiał na to, by dzieci miały gdzie zasypiać, postanowiłam zmierzyć się z garderobą. Nie planowałam tego, a jednak od razu wyrzuciłam wszystko z szafy. Nie zdążyłam nawet się zbuntować przeciwko tej myśli.  Sprawiło mi to radość, bo nie musiałam tego dzisiaj robić (uff, wreszcie jakieś połączenie z tymi lekcjami…). Nie po raz pierwszy chciałam powyrzucać rzeczy, w których nie chodzę. Wcześniej też się za to zabierałam, ale nie dopuszczałam do drastycznych akcji. Pozbywałam się tylko czegoś, co definitywnie się nie nadawało. Reszta ubrań z kategorii może-się-przyda albo nie-jest-aż-tak-tragiczne lub jeszcze-przyjdzie-na-to-moda zostawała upychana coraz to głębiej na półkach. Tym razem postanowiłam, że będzie inaczej i z zimną krwią odrzucałam na kupkę straceńców kolejne sztuki ubrań. To właśnie wtedy moje myśli nie dawały mi spokoju, pomagając jednocześnie w szybki i efektywny sposób selekcjonować to, co nosić chcę od tego, na co patrzeć nie mogę.

Jeśli planujecie (albo najlepiej nie planujcie, tylko zróbcie to z zaskoczenia!) odświeżyć szafę z okazji zbliżającego się NOWY ROK, NOWA JA, polecam podobne sposoby.

  1. Wyrzucacie wszystko z szafy. Ja byłam trochę spokojniejsza i zajmowałam się każdą półką po kolei.
  2. Chwytacie jedną rzecz.
  3. Zadajecie kluczowe pytanie: Czy chcę, by drugi człowiek mnie w tym oglądał? (I nie chowaj tych dziurawych, ukochanych dresów z wymówką, że to na weekend. Mąż też człowiek. I kurier też człowiek. Co więcej, Twoje dziecko też człowiek!).
  4. Podejmujecie decyzje. Straceńcy na kupkę straceńców (pomyślcie od razu, co z tym zrobić: sprzedać, oddać, spalić), a zwycięzcy bezpieczni i ułożeni z powrotem do pustej i czystej szafy. Brzmi prosto, ale wykonanie trudne. Za kilka zdań pokażę, jak to sobie ułatwić dzięki obiektywnym myślom.
  5. Cieszycie się z efektu i odpoczywacie psychicznie poprzez pozbycie się balastu.
  6. Robicie listę potrzebnych rzeczy, bo okazuje się, że nie macie już żadnych białych T-shirtów.

Podczas realizowania powyższych punktów napotkały mnie pewne zagrożenia, o których Was uprzedzę, dzięki czemu będziecie lepiej przygotowane. Po pierwsze, pojawiły się wątpliwości. Nie wszystko było takie oczywiste i mimo ogromnej chęci zmiany, nie byłam pewna przy wielu egzemplarzach. Wtedy zdałam się na mojego wewnętrznego narratora, który komentował: (Głosy za) „Ok, jedna taka bluza może zostać”, „Ładne. Może jeszcze się kiedyś wcisnę”, „Grześ lubi. Zostaje”, (głosy przeciw) „Ciążowe! Oddać jak najszybciej! Za parę lat odszukam”, „Yyyyh, co to za kolor??”, „Ja w tym chodziłam?!”, „Komuś bardziej się przyda”.

Kiedy ten problem miałam za sobą i coraz łatwiej i szybciej weryfikowałam kolejne sztuki, dosięgnęło mnie kolejne zagrożenie. Miałam chęć wyrzucić wszystko i zacząć wszystko od nowa. Przystopowałam na szczęście i muszę Was ostrzec przed tym, by nie wyrzucać tego, co:

a) jest do prania – ja rozumiem, że pokusa wielka, ale postarajcie się podjąć tę decyzję po wypraniu;

b) trzeba prasować – na te rzeczy mam osobną półkę i wierzę, że kiedyś polubię prasowanie i zacznę je nosić.

I ostatnie zagrożenie, niewynikające ze zbytku ubrań, lecz będące jego przyczyną. W lumpeksie kupuj tylko perełki. Wpadłam w pułapkę posiadania kilku używanych rzeczy w cenie jednej nowej i obrosłam w sterty nielubianych rzeczy (Mamuś, znów miałaś rację… <3 ) Stąd rada dla mnie samej: Nie łaś się na sweterek, co to ujdzie-w-tłoku-nawet-ładny, bo nie ujdzie. I wcale nie jest ładny. Płaszcz z Zary owszem, upoluj, kup, noś dumnie. Dlatego kupuj mądrze. I najlepiej po powrocie do domu pozbywaj się czegoś starego, by zrobić miejsce nowemu. Minimalizm zachowany, a Ty masz coś nowego!

Takie to słowa i czyny dopadły mnie dzisiejszego wieczora. Po niecałej godzinie i kartonie ciuchów później, stanęłam przed półkami niepełnymi ubrań, które chcę zakładać i niestraszny mi żaden kurier. I znów się uśmiecham do siebie i do Was i czekam na komentarze o Waszych sposobach osiągania wewnętrznego spokoju przez pozbywanie się niepotrzebnych rzeczy.

5 thoughts on “Głosy w mojej głowie, czyli jak wyrzucać ubrania

  1. Gratuluję i zazdroszczę! Moje solenne obietnice, że tym razem wyrzucę wszystko czego nie noszę, kończą się na powtórnym wetknięciu większości niepotrzebnych ubrań pamiętających czasy liceum na powrót do szafy 😀

    1. Cześć Gosiu! Miło Cię tu widzieć 🙂 Mogę doradzić dwie możliwości: 1) bez sentymentów wyrzucasz wszystko, czego nie nosisz od roku 2) wersja spokojna- wyrzucasz jedną rzecz za każdym razem, gdy kupisz nową 😉

  2. Ech… czas zabrać się za szafę. Chociaż ostatnio pozbyłam się ciążowych ciuszków, to nadal straszą mnie stosiki sprzed ciąży, po ciąży, do karmienia, jak skończę karmić i to co noszę… czeka mnie wielkie przymierzanie, bo sama juz się pogubilam jaki rozmiar noszę 😀

    1. Brzmi jak porządna przeprawa… Najlepiej zrobić to spontanicznie, pod wpływem impulsu i dobrego humoru 🙂 I najważniejsze – bez sentymentów 😀

  3. Czytając ten wpis wpadłam na pomysł! Przy następnych porządkach w szafie wezmę sobie kogoś kto mi powie – to jest beznadziejne wywal 😛 bo sama nie potrafię do tego dojść „może jeszcze się przyda” i te wszystkie sentymentalne rzeczy i tak lądują na półce „kiedyś ubiorę” albo w kartonie w piwnicy 😛

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *