Śląskie kołoczki – PRZEPIS

Nie wiem, od czego wywodzi się słowo „połóg”, ale z pewnością nie od leżenia. Fakt ten zaskoczył mnie już po pierwszej ciąży, kiedy to (w miarę) normalnie chodziłam i ogólnie byłam w stanie zająć się dzieckiem, domem i mężem. Wówczas w tej kolejności. A po niedzielnym porodzie, byłam w stanie nie tylko chodzić, ale i usiąść, co, jak większość z Was wie, jest znacznie większym wyczynem. Na leżenie dałam sobie przepisowe dwie doby, które spędziliśmy na oddziale położniczym.

Po powrocie do domu, wreszcie nieograniczona brzuchem i permanentnym (za trzecim razem napisałam to słowo dobrze) zmęczeniem, wzięłam się za sprzątanie, przemeblowywanie, pieczenie. Z przyjemnością więc dzielę się z Wami sprawdzonym już przepisem z lidlowskiej książki kucharskiej. Co prawda bez pomocy męża żadnego drożdżaka bym nie popełniła, bo po wyrośnięciu ciasta Samuel urządził sobie dłuuuugie milk session… Na szczęście mąż wziął sprawy w swoje ręce i o północy przyniósł wygłodzonej matce karmiącej gorącego kołoczka. Polecam.

CIASTO*:

50 g drożdży

45 g cukru ( 3 łyżki; u mnie brązowy)

250 ml mleka 3,2%

550 g mąki pszennej tortowej

1 cukier wanilinowy

duża szczypta soli (w przepisie jest 1,5 szczypty ;), to było ciut za mało jak dla mnie)

2 żółtka

2 białka

70 g masła

 

MASA SEROWA:

250 g twarogu

80 g cukru (ok. 5 dużych łyżek; dla mojego męża było za mało słodkie, można dosypać do smaku)

1 cukier wanilinowy

1 jajko

40 g mąki pszennej (ok. 3 łyżek)

 

PRZYGOTOWANIE:

 

NADZIENIE:

Twaróg + cukry ucieramy, dodajemy resztę składników i dokładnie mieszamy.

 

CIASTO:

Drożdże + łyżka cukru do miseczki, ucieramy. Dolewamy mleko podgrzane do temp. 40 stopni i resztę cukru. Łączymy. Do większej miski przesiewamy mąkę i robimy zagłębienie, do którego wlewamy drożdżową mieszankę. Odstawiamy ten wulkan, aż rozczyn urośnie pod ściereczką przez około kwadrans. Po tym czasie dodajemy cukier wanilinowy, sól i wyrabiamy ciasto. Dodajemy żółtka i roztopione masło. Wyrabiamy ponownie dokładnie, aż masa będzie odklejać się od rąk. Podsypujemy ciasto odrobiną mąki, przykrywamy ściereczką i odstawiamy do podwojenia objętości. Po wyrośnięciu ponownie zagniatamy i przekładamy na stolnicę, podsypując mąką.

Wałkujemy na 2-3 mm i wycinamy kwadraty o boku 8 cm. Na każdy nakładamy masę  serową, a następnie rogi łączymy ze sobą po przekątnej, tworząc kopertę i mocno dociskając palcami. Smarujemy białkiem i układamy na blaszce z papierem do pieczenia. Wkładamy do piekarnika (ja wcześniej rozgrzałam) na 180 stopni (termoobieg) lub 190-200 stopni (bez termoobiegu) na ok. 25 minut ( aż będą ładnie zrumienione).15211657_1278800228845795_650504777_n

Zdjęcie w pośpiechu robione, ale wstawiam, żeby wiadomo było, co to w ogóle za twór te kołoczki 😉

Proste, w miarę szybkie i bardzo smaczne. A do tego wyglądają jak z piekarni! A gdy jakimś cudem nie zjecie wszystkich od razu i trochę Wam przeschną, to po włożeniu do mikrofalówki (wiem, wiem, złooo…) staną się mięciutkie i pyszne. Smacznego!

 

*cały przepis pochodzi z książki „Cukiernia Lidla. Przepisy mistrza Pawła Małeckiego”.

 

 

 

 

1 thought on “Śląskie kołoczki – PRZEPIS

  1. Easy, mikrofalówka to niekoniecznie zło… Z tego, co czytałam, mikrofale wprawiają w ruch cząsteczki wody… a mniejsza z tym, wniosek w książce (wyrozniony w ramce) był mniej więcej taki: nie stwierdzono szkodliwości (ani nieszkodliwości) jedzenia wyciągniętego z mikrofali. 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *