Zza porodowej zasłony

Lili urodziła się w samo południe, 1 sierpnia 2014 roku. To zdanie wygląda tak ładnie i zwyczajnie, ale dziś, ze względu na charakter wpisu, muszę dodać: po trzynastu godzinach koszmarnego porodu, na wspomnienie którego do dziś mam łzy w oczach. Moje odczuwanie bólu rozpoczyna się na poziomie „nie do zniesienia”, a potem tylko rośnie. Dlatego to, co wtedy przeżyłam, jest cudem. Że przeżyłam właśnie. I ona też. Do czynników wewnętrznych doszedł też klimat szpitala, którego nie będę miło wspominać. Brak wsparcia, podstawowych informacji, przedmiotowe traktowanie, brak możliwości odwiedzin na oddziale. Dobrze wspominam chyba tylko położną, która, przychodząc na ranny dyżur, postanowiła, że zrobi wszystko bym urodziła na jej zmianie. No i smakowało mi szpitalne jedzenie (tak paradoksalnie do tego, co widać na legendarnych już zdjęciach w internecie). Lili nie umiała pić mojego mleka, przez infekcję byłyśmy tam prawie tydzień, hormony po tym całym stresie i urodzeniu pierwszego dziecka dawały się we znaki. Jak widzicie, jeszcze to we mnie siedzi. Ale nie piszę tego, by się poużalać i zdołować te z Was, które na poród oczekują. Wręcz przeciwnie, chcę dać nadzieję, bo to, co przeżyłam kilka dni temu całkowicie zmieniło moje podejście do tego, jak może wyglądać poród i ukształtowało nowe, piękne wspomnienia.

W sobotę rano postanowiłam sobie, że urodzę. Wszystko mi pasowało do tej daty, a zwłaszcza fakt, że była z nami moja mama zajmująca się Lili, a mój mąż szedł do pracy w poniedziałek rano na ostatni przed urlopem dyżur. Autosugestia jest w moim przypadku bardzo silna, więc cały dzień spędziłam na aktywnym oczekiwaniu na poród. Nie do końca byłam pewna, czy cokolwiek zadziała, ale miło było przeżyć ten czas ze świadomością, że może to dziś jest ten wyczekany dzień. Skurcze pojawiły się po południu, choć nie były zbyt silne, a ich regularność wątpliwa. Jednak ze względu na to, że wolałam mieć pewność, a do szpitala mam 5 minut piechotą, poszłam na badanie. Wróciłam po kwadransie z informacją, że „to jeszcze nie to” i z poczuciem… ulgi. Niby na to czekałam, ale jak przed oczami stawały mi wspomnienia sprzed dwóch lat, to wolałam to odłożyć w czasie. Poza tym z przerażeniem pomyślałam o rozłące z Lili. Wróciłam do domu, wyściskałam Lili, położyłam się spać, wciąż czując ból i… niczym na filmach o godzinie 3 nad ranem odeszły mi wody. W pięć minut byliśmy na oddziale (szczęśliwie moja mama była z nami i została z Lil). Przy wejściu na porodówkę jeszcze żartowałam, przepraszając położne, że o takiej niefortunnej porze przyjeżdżam. Na szczęście byłam jedną z wielu tej nocy, więc były w pełni zmobilizowane do pracy i nastawione na szybkie akcje (dziewczyna obok urodziła w 30 minut). Ja nie spodziewałam się, że będzie lżej niż z Lili i już od początku byłam przerażona perspektywą długich godzin w agonii. Na szczęście położna postanowiła, że urodzę na jej zmianie i dzięki zastrzykowi z oksytocyny, który dopiero objawił, jak powinno boleć, Samuel pojawił się na świecie o 6:50. Oczywiście dostałam go od razu, a on, niczym rodowity ssak, rozsmakował się w moim mleku i tak trwaliśmy przez dwie godziny przy pięknym jaśniejącym niebie. Brakowało nam tylko piosenek Disneya 😉

Koloryzuję, ale naprawdę wolę to widzieć w takich barwach. Dlatego nie ma reguły, niczego nie można przewidzieć. A jak było u Was? Drugi poród też był łatwiejszy?

4 thoughts on “Zza porodowej zasłony

  1. Fajnie to napisałaś, przeczytałam jednym tchem
    Moj drugi poród był dłuższy od pierwszego-trwał 12h i zakończył cięciem cesarskim z powodu zagrożenia zycia synka.ale wszystko skonczylo się bardzo dobrze i nie wspominam go źle

  2. Zastrzyk z oksytocyny pamiętam do dziś, a myślałam, że już bardziej boleć nie może…myliłam się. 😀 Mój poród był też traumatycznym przeżyciem, o czym pisałam przy okazji innego Twojego wpisu. Przez pierwsze trzy tygodnie budziłam się w nocy z krzykiem i zlana potem…nie sądziłam, że może być, aż tak źle. Jednak dałaś mi nadzieję, że kolejny poród może być szybszy i mniej bolesny. Cieszę się, że tym razem było Ci lżej. Wszystkiego dobrego dla całej Waszej rodzinki ! :))

  3. Dzięki za ten wpis! bardzo się cieszę że zmieniło się twoje ogólne postrzeganie porodu i masz teraz tak miłe wspomnienia 🙂 rodzinie może być fajne.

  4. No ja oba porody w 3 godziny. Za drugim razem też miałam oksytocynę i zgadzam się, pokazuje jak ma boleć 😉 ale oba wspominam super, duża to zasługa męża mego dzielnego 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *