Przez serce do żołądka

Pierwszym posiłkiem, jaki zaserwowałam mojemu przyszłemu wówczas chłopakowi (dziś mężowi) była sałatka ze śladowymi ilościami kurczaka. Byłam wtedy na diecie Dukana. Oczywiście dieta przyszła i poszła, a kilogramy odwrotnie…. Na szczęście chłopak został.

Czasami myślę, że lepiej jest nie mieć poprzeczki postawionej zbyt wysoko, gdy się poznajecie. Lepiej wspólnie piąć się w górę niż obserwować spadek. Z tego właśnie powodu mój mąż zawsze ucisza moje kompleksy, mówiąc, że nie za figurę ani za kunszt kulinarny mnie pokochał. No dobra, czasami się za to obrażam, bo szpileczki wbite są w miejsca bardzo czułe dla kobiecego ego. A z drugiej strony cieszę się, że to, co we mnie dostrzegł sięga poza materialną warstwę. I cieszę się, że mogę pracować nad tym, co nie było moją mocną stroną, gdy się poznawaliśmy.

Ale nie o romansach dziś temat, a o kuchni. Gotować uczyłam się na studiach jako kompletny samouk. Miałam gdzieś na kubkach smakowych sentymentalne potrawy mamy i babci i to do nich starałam się dążyć, ale dużo też eksperymentowałam. Wiem, że we wspomnieniach mojego męża jest też osławiony niedopieczony kurczak, którego zjadł biedny i wygłodzony po kilkugodzinnej podróży do mnie. Uff, to naprawdę cud, że on został przy mnie!

Mimo że żoną jestem już trzy lata, dalej mam problem z gotowaniem. Może nie popełniam już takich strasznych błędów i czasem uda mi się przygotować coś naprawdę smacznego, to główny problem polega na braku organizacji posiłków. Muszę spojrzeć prawdzie w oczy – nie jemy regularnie, nie ustawiłam sobie tego w głównych priorytetach codzienności. Często gdy Grześ jest w pracy ograniczam się do tego, by Lili miała zupę. Ja zadowalam się kanapką. Słaba opcja, zwłaszcza w ciąży… I muszę wziąć się w garść. Co ciekawe wszystkie takie pomysły przychodzą mi do głowy akurat teraz, kiedy sił coraz mniej, ale z drugiej strony lepiej spróbować wprowadzić jakieś nawyki teraz niż po porodzie.

Wiem, że to, co jemy, wpływa na to, jak się czujemy. Mimo olbrzymiej sympatii to białych bułek z wędliną wiem, że po takiej porcji czuję się zaraz głodna i ociężała. Mam za sobą spotkanie z koleżanką, która bardzo dba o to, co je. I jest dla mnie niezwykle inspirująca w tym temacie. Dobrze jest mieć kogoś, kto nas poprowadzi w tym temacie i zarazi gotowymi już pomysłami i patentami.

Wciąż jednak szukam sposobu na to, by zorganizować domowy jadłospis, co w założeniu ma pozwolić nam zaoszczędzić czas (nie cierpię codziennie wymyślać „co na obiad?”), pieniądze (zaplanowany obiad to oszczędność na zakupach) i zdrowie (wiem, co jem i robię to świadomie!). Póki co wypisałam sobie rzeczy, które jadamy (czyt. które umiem przyrządzić i mąż jest zadowolony) i planuję stworzyć z tego kilka tygodniowych list. Zakładam też kolumnę „dania rezerwowe”, takie jak kotlety sojowe, które mogą koczować w szafce i przydać się w dniu bez weny i siły.

Zabieram się zatem za jadłospis i jeśli uda mi się stworzyć coś godnego podzielenia się, na pewno to zrobię w kolejnym wpisie „od kuchni”.

A tymczasem chętnie pozbieram Wasze inspirację w kwestii organizacji domowego jadłospisu! Naprawdę potrzebuję rad osób bardziej doświadczonych ode mnie!

8 thoughts on “Przez serce do żołądka

  1. Polecam mięso pieczone w piekarniku – kurczak, indyk, schab co kto lubi. W kawałku lub pokrojone polać oliwą lub olejem, dodać przyprawy, trochę wody, przykryć pokrywką od naczynia żaroodpornego i do piekarnika na 1-2godz. Jak dorzucisz do tego ziemniaki i warzywa to masz cały obiad gotowy.

    1. Bardzo lubię takie pieczone obiady! Ale u nas to bardziej wersja na wspólny wolny weekend. Na co dzień wolę coś szybkiego, co po odgrzaniu smakuje równie dobrze 😉

  2. Ja ostatnio zrobiłam pałki z kurczaka zapiekane z jarmużem i czosnkiem …mm mm wszyscy się zachwycali a proste to i szybkie bardzo 🙂 ogólnie uwielbiam eksperymentować w kuchni a jeszcze 5 lat temu nie robiłam prawie nic 😉 także powodzenia w twoich staraniach o lepszą kuchnię 😀

    1. Brzmi super! Ale jak to zrobić, żeby jarmużu nie spalić? Ja dotychczas piekłam chipsy jarmużowe i musiałam bardzo uważać z temperaturą i czasem. Jeden błąd i węgiel…

  3. Ja też nie lubię pytania: ” co na obiad?” , które zadaję sobie niemal codziennie :/ Z jednej strony mam szczęście, bo mój mąż świetnie gotuje. Z drugiej mam wyżej podniesioną poprzeczkę, żeby sprostać jego wymaganiom 😉 Bardzo prosty, szybki i smaczny obiad: pierś z kurczaka do piekarnika lub na patelnie, do tego sos: pesto z bazylii i trochę śmietany, ziemniaki/ryż i jakaś sałatka 😀

    1. To pytanie jest najgorsze… Uczę się planować, bo wolę robić obiad wieczorem lub rano, żeby drzemkę Lili wykorzystać na odpoczynek, a nie stanie w kuchni. Dlatego dziękuję za inspiracje, muszę spróbować z tym pesto! Na pewno ożywi oklepanego u nas kurczaka 🙂

  4. Bardzo dobry pomysł z jadłospisem+zaplanowaną z góry listą zakupów! Startuje z tym regularnie co kilka miesięcy, ale potem gdzieś jedziemy i całe planowanie idzie do kosza razem z korzuchem pleśni ;/ Chce teraz połączyć jadłospis z gotowaniem większych ilości i (uwaga, tu padnie piękne słowo, które pewnie jest jak balsam dla uszu każdej pani domu) MROŻENIEM kilku porcji posiłku (sosów z mięsem i warzywami, zup lub odpieczonych kawałków mięsa pokrojonych na kawałki). W ten sposób za jednym gotowaniem można mieć obiad na 3-4 dni, ale nie pod rząd – utrzymać różnorodność w jadłospisie i gotować przy tym raz w tygodniu. Instagramowo obserwuję jedną taką mądrą mamę, która rzeczywiscie ma tylko jeden dzień gotowania w tygodniu, a później dogotowuje tylko kaszę/makaron/ziemniaki i wyczarowuje 3minutową przystawkę ze świeżych warzyw lub wcześniej przygotowanego słoika. Jeśli chcesz możemy razem wystartować, a potem motywować się i zachęcać to wytrwaniu w dalszym planowaniu 😉

    1. Ekstra pomysł! Jutro obgadamy szczegóły 😀 I przyznam, że słowo „mrożenie” też na mnie działa pozytywnie! 🙂 Ostatnio zamroziłam kilka pojemniczków bulionu i miałam zapas zupy dla Lili. Co za ulga i pomoc!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *