Mama na L4 i inne oksymorony

Dopadła mnie niespodziewanie, nieelegancko. Jelitówka jaka jest, każdy wie, więc szczegółów oszczędzę. Niemniej noc nieprzespana i przerażenie, co to będzie następnego dnia. Mąż miał wrócić po dwudziestoczterogodzinnym dyżurze, wiedziałam, że będzie odsypiał. Została nadzieja, że po drzemce się zmienimy w ciepłej pościeli, a Lili nie zarazi się ode mnie.

I wkurzam się, bo to już druga infekcja w ciągu dwóch tygodni – najpierw katarowo-kaszlowo (nie do końca jeszcze doleczona), teraz… no to. A ja znoszę takie rzeczy jak typowy mężczyzna. Na katar umieram, kaszel kojarzę z zapaleniem płuc, a ból żołądka rozkłada mnie na cały dzień. Jak do tego dołożyć trzeci trymestr ciąży, to mieszanka wybuchowa gotowa.

Lili nie zna litości, więc po kilku godzinach przerywanego snu obudziła mnie o 6. Pozycja inna niż leżąca nie była dla mnie wskazana, ale śniadanie zrobić trzeba. Ale nie myślcie, że to była jakaś jaglanka czy inne chia. Płatki kukurydziane zalane mlekiem – szczyt możliwości kulinarnych mamy zombie. Muszę jednak przyznać, że odniosłam mały sukces. Od tej 6 do 11:30, gdzie zanudzone przez pokładającą się matkę dziecko w końcu padło (no może zna trochę litości), Peppę oglądała tylko przez godzinę. To było takie szczęście w nieszczęściu, że potrafi się sobą zająć. Flamastry, plastelina, mniam, klej, wycinanki, misie, klocki. Byłam z niej dumna, że jest taka wyrozumiała. A po drzemce faktycznie ster przejął tata i cały dzień poświęcił swojemu oczku w głowie. Dawno nie widziałam jej takiej rozradowanej!

Mieszkam w miasteczku, w którym nie ma naszych rodzin. Jedyne znajome same mają dzieci, więc jestem skazana na siebie, jeśli nie chcę nikogo narażać/zarażać. Nie ukrywam, że nie jest to sytuacja idealna, ale staram się znaleźć w niej pozytywy. Nie oskarżam siebie o złe samopoczucie, a nawet o to, że nie umiem się poświęcić mimo paskudnego samopoczucia. Mam do tego prawo. Moje dziecko nie uznaje zwolnienia lekarskiego, ale nie jestem cyborgiem. Zwłaszcza w ciąży muszę o siebie dbać. I dostrzegam, że takie dni są potrzebne Lili, wokół której i tak skupiona jest cała uwaga. To się wkrótce skończy, nie będę mogła być dla niej dostępna w stu procentach. Ona musi to zrozumieć, zaakceptować. Wciąż oczywiście dbam o to, by miała zapewnione poczucie bezpieczeństwa i wszystkie podstawowe potrzeby. Lwią część poranka przeleżałam w jej łóżku, zerkając, jak się bawi. Byłam obok, mimo że całkowicie pasywnie.

Nie wiem, jak będę czuła się po porodzie, nie wiem, czy będę miała kogoś do pomocy. Dlatego mimo całego dyskomfortu tego dnia widzę, że zaliczyliśmy go całkiem nieźle. Pewnie jakby była młodsza byłoby mi trudniej. Tym bardziej doceniam różnicę wieku, jaka będzie między nimi. Naiwnie Idealistycznie patrzę w przyszłość.

A jakie jest Wasze doświadczenie w chorowaniu przy dziecku? Jakieś zabawy kanapowe, seans Disneya?

4 thoughts on “Mama na L4 i inne oksymorony

  1. Choróbsko w ciąży to coś okropnego, sama zaliczyłam anginę i całkiem niedawno silne zapalenie pęcherza…a jeśli do tego dochodzi jeszcze opieka nad maluchem to na pewno nie jest to szczyt marzeń. Dlatego podziwiam takie mamy, jak Ty, które dają z siebie tyle na ile pozwala ich stan fizyczny i nie zalewają się łzami z bezradności. Mam nadzieję, że sama będę taką mamą i zamiast widzieć wszystko w czarnych barwach to będę poszukiwała pozytywów. ! 😉

    1. Dziękuję za te słowa! A doświadczenia w ciążowym chorowaniu współczuję. Zapalenie pęcherza paskudne jest, a co dopiero jak maluszek tam naciska dodatkowo… Zawsze dochodzi do tego troska o dziecko, dylematy, czy brać leki. Ale dajemy radę 🙂

  2. Trochę mi się jednak wydaję, że jestem „cyborgiem” 😉 Jelitówki w drugiej ciąży zaliczyłam 3 bądź 4 (szybko się zapomina:). Nie jest łatwo kiedy Twoje starsze/małe dziecko płacze i jest przerażone kiedy Ty straszysz toaletę. Co było dla mnie najtrudniejsze? Strach o nienarodzone i zapewnienie narodzonego, że świat się nie kończy, że mama jest chora. Przestaje się myśleć o sobie. W takich chwilach, zdarzających się po dziś dzień, mówię sobie: „Nie możesz nie móc. Nie myśl tylko wstań i działaj.” Pomaga. Możemy dużo więcej niż nam się wydaje 🙂

    1. Oj, jesteś cyborgiem! Pewnie gdyby nie było mojego męża, musiałabym wziąć się w garść. Mam za sobą kilka sytuacji, które udowodniły, że faktycznie możemy więcej, niż nam się wydaje… Niemniej podziwiam Cię i gratuluję samozaparcia! Ja wciąż jeszcze pozwalam sobie na słabość.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *