Mamo, idź spać!

Podkrążone oczy, wyciągnięty t-shirt, włosy opadające na czoło, posuwisty chód. Tę istotę może uaktywnić tylko jeden budzik z funkcją narastającą i ewoluujący od przeraźliwego krzyku po „Mama, chodź!”. I choć może to brzmieć jak początek horroru, to nie Mama Zombie jest tu najstraszniejszym potworem.

Tak do pewnego momentu wyglądały moje poranki, gdy odstawiłam Lili od piersi i nie byłam w stanie jej uśpić po 6 rano. Albo nawet po 5. Ratowałam się wtedy Peppą i próbowałam dojść do siebie. Nie byłam nigdy rannym ptaszkiem, choć nie miałam problemu ze wstawaniem, gdy w planach był wyjazd lub coś ekscytującego. Robienie śniadania i sprzątanie kuchni nie należało to tych kategorii, dlatego było mi ciężko przez kilka ostatnich miesięcy. Ostatnio jednak wzięłam się w garść. Wstaję na pierwsze „mama, chodź!” i mniej zombiastym krokiem udaję się w stronę łazienki i kuchni. Zaczęłam cieszyć się tymi porankami, układaniem klocków, wspólnym wieszaniem prania. Po śniadaniu wciąż daję sobie przywilej Peppy (do wykorzystania tylko dwa razy w ciągu dnia) i wtedy w zależności od poziomu mojego zmęczenia mam chwilę dla siebie – na herbatę, serial, blog lub mini drzemkę.

Jakoś tak podświadomie się dzieje, że w oczekiwaniu na synka zaczynamy być bardziej zorganizowani. Rytm dnia się układa, możemy więcej zaplanować. Zauważyłam kilka zależności, które pozwalają na lepszy sen Lili, a dzięki temu więcej czasu dla nas. To wszystko jest jeszcze do dopracowania, ale każdego dnia jest łatwiej. Mam też w zanadrzu kilka opcji do wypróbowania.

Dwulatek przesypia średnio połowę doby, czasami trochę więcej. U nas wygląda to następująco:

Lili budzi się o 6 i dwugodzinną drzemkę zaczyna między 12 a 13. Wcześniej dawaliśmy jej więcej swobody, potrafiła zasnąć ok. 15 i, jak się domyślacie, wieczorem było bardzo ciężko. Teraz wiem, że im bardziej aktywna jest od rana (ideałem jest wyjście na dwór około 8), to łatwiej zaśnie na drzemkę, a co za tym idzie wcześniej się obudzi i pomoże jej to przy zasypianiu wieczorem. Jeśli jednak zaśnie po 13, to budzę ją o 15. To taka nasza nowa granica, która bardzo ułatwia życie, choć pozostawienie jej śpiącej jest bardzo kuszące… Nauczyłam się, by po 18 skupić się na tym, że niedługo jest czas, by położyć Lili. Wcześniej to nie było dla mnie oczywiste i około 19:30 orientowałam się, że już jest taka pora i trzeba ją szybko wykąpać. Zatem teraz ok. 18:30 jest kolacja, potem kąpiel i o 19 Lil jest w łóżku. Pokój zaciemniony, czytamy (oglądamy) dwie książeczki przy delikatnym świetle i potem jej śpiewam. Niestety trwa to dużo dłużej niż bym chciała.  Często, gdy myślę, że mała już zasnęła, to przypomina jej się, że chce pić/siusiu/misia/klocki/hopsa/(…). I choć lubię patrzeć, jak zasypia i nie przeszkadza mi, że jestem wtedy przy niej, to staje się to coraz bardziej uciążliwe. Zaraz wchodzę w trzeci trymestr ciąży i leżenie z nią przez godzinę nie jest najwygodniejsze. Od jutra planuję wprowadzić schemat – dwie książeczki, dwie piosenki i wychodzę. Zobaczymy, czy się przyjmie. Czasami mówię, że już idę, że jestem w pokoju obok i jest bezpieczna. Zdarza jej się zasnąć, choć często woła mnie po kilku minutach. Dziś po kolejnym wezwaniu byłam zmęczona i powiedziałam jej to. Na początku trochę płakała, a potem nawiązał się dialog.

-Mama, idź!

-Gdzie mam iść?

-Idź spać!

No to poszłam. Może nie spać, ale ona zasnęła sama. I widzę, że opłaca się poświęcić wczesny wieczór, by ten późny mieć dla siebie (i męża). Sama staram się chodzić spać nie później niż o 23, bo Lili rzadko wstanie po 6. Nie ukrywam, że to wciąż za mało, bo mam jakąś taką granicę, że wyspana jestem tylko, gdy wstanę po 6:45… Ale uczę się! Fakt, że mała ma drzemki w dzień jest cudowny i nierzadko korzystam z tego przywileju, by sama odespać. Dziś miałam to szczęście, że rano wstał do niej tata i spałam do 9! Wyobrażacie sobie? Nawet z drzemki zrezygnowałam, taka byłam wypoczęta! To jednak nie zdarza się często, bo Grześ pracuje zmianowo i nie mam serca go budzić, gdy sam odsypia, albo następnego dnia wstaje o 5. Ale jeśli macie bardziej regularnie pracującego męża, to nie bójcie się go poprosić o wstanie do dzieci przynajmniej w sobotę lub niedzielę. Są też takie idealne sytuacje, jak u mojej przyjaciółki, gdzie mąż wstaje rano do pracy i przez ten czas, gdy się przygotowuje, jest z dzieckiem. To daje mamie jakąś dodatkową godzinę snu!

A jakie są Wasze sposoby na spokojny sen – Wasz i dziecka?

 

2 thoughts on “Mamo, idź spać!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *