Chętnie popełnię te same „błędy”

Pamiętam te straszne wieczory, kiedy przez ponad dwie godziny próbowałam uśpić Lili. Karmienie, tulenie, śpiewanie, płakanie. I tak w kółko. Obiecywałam sobie wtedy, że przy drugim dziecku na pewno coś zmienię, znajdę inne metody, będę bardziej radykalna i konsekwentna. Już teraz jestem przekonana, że moim podstawowym problemem był brak rutyny i ustalonego planu dnia. Bez pewnych rytuałów, które dają i dziecku, i nam poczucie bezpieczeństwa, tracimy spokój a zyskujemy frustrację i niepewność. Mimo wszystko jednak wiem, że gdzieś podświadomie rutyna kojarzy mi się z ograniczeniami, dlatego po urodzeniu kolejnego maleństwa postaram się znaleźć złoty środek. Pisałam trochę już o tym tu.

Wiem, że większość z Was całym sercem jest za rodzicielstwem bliskości, ale zdaję sobie sprawę, że są i tacy, którzy wciąż karmienie na żądanie, noszenie w chuście/na rękach, spanie z dzieckiem czy usypianie przy piersi uważają za błędy wychowania, które prędzej czy później odbiją się czkawką na życiu rodziny. Muszę się Wam przyznać, że pomimo wszystkich tych nieciekawych sytuacji z usypianiem czy karmieniem, które sprawiały, że miałam już wszystkiego dosyć, wiele wyszło nam na dobre. Podążanie za instynktem okazało się być wielokrotnie olbrzymim ułatwieniem. Przez to, że Lili długo spała z nami, nigdy nie potrzebowaliśmy łóżeczka turystycznego. Nie wprowadziliśmy przy niej zasypiania zawsze w tych samych warunkach, np. w zaciemnionym pokoju o tej samej porze. Wszędzie, gdzie pojedziemy, ona bez problemu zasypia obok nas. Co więcej, to wcale nie sprawia, że po powrocie do domu unika swojego pokoju. Wręcz przeciwnie. Widzę, że jest przez to bardzo elastyczna i potrafi zasnąć w każdej sytuacji.

 

10419997_778628255529664_4001404971645339507_n

Chociaż Lili przez całe miesiące usypiała przy piersi, teraz znakomicie radzi sobie z zaśnięciem, gdy po prostu jestem obok. Nosiłam ją w chuście i wcale się nie przyzwyczaiła. Gdy tylko nauczyła się chodzić, skutecznie pozbyła się chęci bycia przy mnie, choć na szczęście jej to wraca i lubi się czasem poprzytulać. Czasami było nam trudniej, bo byłam już zmęczona i wolałabym ją zostawić samą w pokoju po przeczytaniu bajeczki. Ale patrząc na bilans zysków i strat, nie żałuję tego czasu i tych decyzji. Przy drugim dziecku mam zamiar dalej popełniać te same „błędy”, choć zamierzam je trochę udoskonalić o większy ład i harmonię.

Muszę tutaj dodać jeszcze jedną kwestię. Będąc niepewna swojego instynktu, szukałam rad innych mam i wiedzy książkowej. I przyznam Wam się do czegoś. Mam trochę wewnętrzny problem z autorką książek o wychowywaniu (?) dzieci, Tracy Hogg. Nie znajduję u niej poparcia dla rodzicielstwa bliskości i podążania za emocjonalnymi potrzebami dziecka. Owszem, jeśli ktoś szuka metody, by dziecko wreszcie samo zasnęło lub nie jadło co chwilę, to w jej książkach znajdzie odpowiedzi. Ja sama je tam znajdowałam! Jednak mimo wszystko widzę, że trzeba brać poprawkę na jej opinie i zawsze weryfikować to z indywidualnymi potrzebami dziecka i naszymi.

Chętnie poznam Waszą opinię na temat Tracy oraz tego, czy zawsze instynkt kieruje nas w dobrą stronę.

 

4 thoughts on “Chętnie popełnię te same „błędy”

  1. Czytałam książkę Tracy „Język niemowląt” 2,5 roku temu. „Język dwulatka” rok temu. Uważam, że te książki wiele mnie nauczyły, ale tak jak Ty na dużo rzeczy musiałam brać poprawkę.

    -RAZ próbowałam Jej rad odnośnie spania w oddzielnym łóżku i mi wystarczyło. Jestem na tyle wrażliwa, że nie mogłam słuchać tego płaczu/ ryku. Kilka miesięcy później udało się bez ANI JEDNEJ łzy!
    -Mam trochę inne zdanie na temat rutyny niż Ty. Przemówił do mnie przykład właśnie z tej książki, o przestawionym poranku (o ile dobrze pamiętam). I tak sobie pomyślałam: ZAWSZE gdy rano wstaję, najpierw muszę wypić kawę, koniec, kropka. I gdyby ktoś kazałby mi przedtem zrobić 10 przysiadów, posprzątać łazienkę, przygotować obiad to „zabiłabym”.
    I tak samo traktuję moje dzieci. Jeżeli One mają jakieś przyzwyczajenia, bez których „nie są do życia” szanuję je i staram się dostosować do nich. ALE NIE WE WSZYSTKICH PRZYPADKACH uważam że trzymanie się reguł jest „the best”.
    -Osobiście karmiłam na żądanie i nie rozumiałam mojej kumpeli, która pisała do mnie mając 3 miesięczne niemowlę „Karmiłam 2,5 godziny temu, a teraz mała płacze i chce jeść. Co mam robić?” Moja główna zasada przy wychowywaniu dzieci brzmi: „to jest człowiek- tak jak ja”. Jak jestem głodna to jem, jak jestem śpiąca to idę spać, jak mam ochotę się zrelaksować to czytam książkę. Oczywiście z małymi regułami- nie idę spać gdy opiekuję się sama dzieckiem itp. Staram się wejść w rolę dziecka i tego nauczyła mnie właśnie Tracy. I gdy słyszę teksty innych ludzi: „jak mogłaś dopuścić do tego aby dziecko zasypiało w całkowitej ciszy/ na rękach/ tylko z Tobą?” to odpowiadam: „a jak mogłaś dopuścić do tego że Ty nie wytrzymasz dnia bez komórki lub kawy/ nie potrafisz zasypiać bez telewizora?”. I od razu taki hipokryta się zamyka 😛

  2. W czasie ciąży przeczyłam całą masę różnych książek w tym T.H. o której piszesz. Ja wiele cennych rad by nie było w takich pozycjach, trzeba jednak zaufać własnemu instynktowi i zdać się czasem na swoje przeczucie. Książki nawet jeśli opisują konkretne przypadki to są one inne niż nasze, towarzyszą im inne okoliczności. Warto czasem wyluzować i zdać się na siebie 😉

    1. Całkowicie się zgadzam! Widzę, że nadmiar informacji i „ekspertów” wpędza nas w poczucie winy i daje mylne wrażenie, że ktoś obcy zna Twoje dziecko lepiej niż Ty…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *