Nie bój się podróżować. To frajda!

Poznałam ostatnio kobietę, matkę trzech córek, która opowiadała o swojej pasji. Słuchałam jej z zapartym tchem, bo zafascynowała mnie jej energia i silne pragnienie, by kolorować swoją codzienność. Wbrew rutynie, wbrew szarej rzeczywistości, jest inspiracją i zachętą. Miałam przyjemność poprowadzić z nią internetowy dialog, w którym zdradza przepis na udaną podróż z dzieckiem. Dana, miłośniczka komunikacji miejskiej, przewodniczka, autorka bloga frajdanadmorzem.pl, a przede wszystkim mama i żona pokazuje, że warto wyjść ze swojej strefy komfortu, bo może się okazać, że tuż za rogiem (albo na następnym przystanku) czeka na nas niezwykła przygoda, która zasili bank naszych najpiękniejszych wspomnień.

JA: Nie ukrywam, że zachwyciłaś mnie swoją energią i umiejętnością zarażania pasją. Po Twoim wykładzie chyba każda mama na sali miała ochotę „wsiąść do pociągu, byle jakiego…”. Skąd to się u Ciebie bierze?

Dana: Myślę sobie ostatnio, że moja energia wynika z coraz większego umiłowania życia, z doceniania najprostszych rzeczy, z cieszenia się z tego, co daje nam każdy dzień. Moja rodzina, mój mąż i dzieci, są dla mnie najważniejsi i to oni mnie najbardziej inspirują. To oni powodują, że mi się chce.

Na blogu opisujesz wiele inicjatyw godnych podziwu, których się podjęłaś, by uszczęśliwić nie tylko swoich najbliższych. Wspaniale jest połączyć samorealizację z byciem z dziećmi! To zawsze działa?

Chcę się realizować jako kobieta, robić to, co sprawia mi przyjemność, a jednocześnie pozwala być aktywnym rodzicem. Myślę, że mam ogromne szczęście, bo jedno łączy się u mnie z drugim. Cieszę się z tego ogromnie. Oczywiście mam gorsze dni, momenty. Wydaje mi się to normalne. Staram się jednak, by to nie trwało zbyt długo. Wiele zależy od nas samych. Życie trzeba przeżyć najlepiej jak się da!

dana2

Postanowiłam stworzyć ten artykuł, bo wiem, że jesteś profesjonalistką i w podróży nic Cię nie zaskoczy. Ale czy od początku tak było? Nie masz negatywnych wspomnień, które pozornie mogłyby Cie zrazić do samodzielnych eskapad z dziećmi? Wiele mam ma za sobą złe przeżycia i nie chce ich powtarzać…

Nie od zawsze tak było. Wszystko to doświadczenie. Ja traktuję jednak sam proces podróży jako wielką przygodę i to mnie cieszy. Zdarzają się nieprzewidziane sytuacje, jak gorączka malucha podczas podróży promem, zaginiona torba, niekompletne dokumenty czy źle skasowany bilet. W komunikacji miejskiej najczęściej dyskomfortem są upały. Ja jednak szybko zapominam o niedogodnościach i planuję następną wycieczkę czy dalszą podróż. I myślę, że jeszcze wiele przygód i zaskoczeń przede mną.

I zachowujesz zimną krew? Nie wpadasz w panikę? A może problemy uchodzą na sucho i konduktor przymyka oko, gdy widzi Cię z dziećmi? Ja kiedyś jechałam z wycieczką w góry, Lili miała 11 miesięcy. Kilkoro dzieci zapomniało legitymacji…. Przy każdej przesiadce groziły nam straszne kary. Skończyło się na pouczeniu.

Wydaje mi się, że to wyjątki, że na sucho nic nigdy nie uchodzi. I nie warto ryzykować – lepiej unikać stresujących sytuacji, będąc dobrze przygotowanym. Gdy jednak takie się zdarzają, należy pamiętać, że zawsze, z każdej sytuacji jest wyjście. Panika tylko może zaszkodzić. Tak często powtarzał mi mój Tata.

To pocieszające! Jesteś znana z tego, że komunikacja miejska Ci niestraszna. Jak przekonać te mamy, które mają złe doświadczenia w tym temacie? Podróż kojarzy im się ze stresem, problemem z wejściem do autobusu, płaczącym dzieckiem, przeciągami… Dużo by wymieniać…

W podróżowaniu zawsze najtrudniejszy jest ten pierwszy krok, bez względu na to, czy chcemy jechać z dzieckiem autobusem, pociągiem, czy lecieć samolotem. Ta pierwsza podróż jest najtrudniejsza. Grunt to właściwe przygotowanie i pozytywne nastawienie. Zawsze możemy poprosić też o pomoc innych pasażerów. Gdy uda się przełamać swój strach, następne podróże sprawiają już coraz większą przyjemność. Warto spróbować. Nie ma się nic do stracenia.

Przechodzimy do sedna. Przez lata zdążyłaś nabyć doświadczenia i wiesz, jak przygotować się do każdej wyprawy. Skupmy się może na podróży pociągiem.

W podróż pociągiem zazwyczaj musimy zabrać duży plecak czy torbę. Ważne jednak, by oprócz tego mieć pod ręką niewielką torebkę, do której włożymy dokumenty, portfel, telefon, chusteczki oraz bilety. Oszczędzi nam to trudu, gdy przedział odwiedzi konduktor lub gdy będziemy chcieli wyjść do toalety itd. Warto też mieć blisko siebie, np. w lnianej torbie, wszystkie niezbędne rzeczy dla dziecka: ubranko na zmianę, jeśli to maluszek to podkład do przewijania, pieluszki, suche niebrudzące przekąski, napój (dla maluszka mleko, dla starszego woda – odradzam soki czy napoje gazowane) oraz książeczki, ulubioną zabawkę, kocyk czy podusię.

Super, mamy nasz praktyczny „must have”. A co z organizacją czasu podczas podróży? Mnie najbardziej przerażają sytuacje, gdy dziecko biega po całym pociągu, bo potrzebuje dodatkowych bodźców, wrażeń w tej statycznej sytuacji…

Dla dwu, trzylatka idealnie sprawdzają się książeczki z naklejkami i kolorowankami. Dodatkowo życie „ratują” zabawy typu: „Sroczka kaszkę warzyła”, „Idzie rak nieborak” czy inne masażyki, a dla starszych kółko i krzyżyk lub gra w statki na kartkach papieru. Lubię bawić się z dziećmi w zgadywanki, pląsy słowne, np. wymyślanie bajki – każdy po kolei wypowiada jedno zdanie, które ma być kontynuacją usłyszanego wcześniej lub wypowiadanie słowa zaczynającego się na ostatnia literę słowa, które wypowiada nasz poprzednik. Tylko od nas rodziców zależy, jak bardzo poniesie nas wyobraźnia i co jeszcze wymyślimy. Wspaniale jest również zwyczajnie patrzeć przez okno i opowiadać o tym, co widzimy. Trzeba się uzbroić w cierpliwość, a wycieczka będzie bardzo udana.

To brzmi super, ale jest bardzo angażujące… Jak znosisz zmęczenie? Przyzwyczaiłaś się do niego? Ja ostatnio ruszyłam do Gdańska po 6 rano, bo o tej porze mąż jedzie do pracy i spędziłyśmy z Lili aktywny dzień do 17. Mała z wrażenia zapomniała o drzemce. Wracałyśmy pkm-ką. Padłyśmy w domu razem o 18.30… To normalne?

Oczywiście, że normalne. Normalne i bardzo dobre. To jedno z tych pozytywnych, dających mnóstwo radości zmęczeń. Po takim dniu zawsze mam poczucie ogromnej satysfakcji. Wszyscy są zadowoleni i uśmiechnięci ze mną na czele!

I zawsze chce Ci się chcieć?

Zdarzają się oczywiście momenty, gdy czuję zmęczenie, mam ochotę wszystko rzucić albo zrobić coś tylko dla siebie. I właściwie to robię. Wówczas odpoczywam, ładuję akumulatory, I chyba podświadomie robię rzeczy, które inspirują, sprawiają, że w głowie pojawiają się kolejne pomysły na pokolorowanie sobie życia w możliwie prosty, choć niebanalny sposób. Warto działać, warto tworzyć, bo, tak jak wcześniej wspomniałam, życie trzeba przeżyć najlepiej jak się da, a to w dużej mierze zależy od nas samych. Uwielbiam także ludzi, którym chce się chcieć! Gdy tacy mnie otaczają, chce się żyć!

*************************************************************************************************************

Kochani, na koniec mała prośba do Was. Dana postanowiła praktycznie wykorzystać swoją pasję i zawalczyć o bilety rodzinne, które mogą pojawić się w Trójmieście, a tym samym w znaczący sposób obniżyć cenę komunikacji miejskiej. To pomoże zredukować korki i zachęcić do podróży bez samochodu. Jeśli popieracie ten projekt, podpiszcie petycję. Razem możemy coś zmienić!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *