Czy jesteś gotowa na samodzielne dziecko?

Kiedy maleństwo przychodzi na świat, jesteś zachwycona stopniem jego zależności od Ciebie. Jesteś dla niego wszystkim. Na początku ono nawet dalej myśli, że jesteście jedną istotą  Jest przerażone, gdy przestaje choć na moment Cię czuć. Z upływem czasu (u niektórych trwa to dłużej, u innych krócej), ta zależność może zacząć być uciążliwa. I wtedy czekasz, aż dziecko zacznie samo siedzieć, samo się sobą zajmować, samo spać. I gdy to się dzieje, jesteś dumna, bardziej wypoczęta… i zapala się czerwona lampka. Czy ono już mnie nie potrzebuje?

Te myśli pojawiły się w mojej głowie nie bez powodu. Otóż Lili całkiem niedawno postanowiła przestać być dzidzią i się nam odpieluchowała . Stało się to tak naturalnie, bezinwazyjnie i szybko, że byliśmy w szoku. Pamiętam, jak jeszcze rok temu zastanawiałam się, jak to będzie i już wtedy niemal nie zaczęłam się martwić, by odbyło się to bezstresowo dla nas wszystkich.

Po krótce jak to się odbyło: Lil lubiła biegać po domu bez pampersa. Wiedziała, do czego służy nocnik, bo sadzałam ją raz na jakiś czas, nie oczekując wielkich rezultatów, bardziej pokazując jego funkcje. Kiedy już jakimś cudem nocnik zapełniła, było wielkie brawo i hurra, papa siusiu itp. Miała więc dobre wspomnienia. Równolegle czytaliśmy jej książeczkę „Nocnik nad nocnikami” i mówiliśmy, że może robić siusiu tak jak Basia. Oczywiście, tak jak u Basi, to, co powinno znaleźć się w nocniku, ku mojej uciesze było często tuż obok, ale nie stresowałam się tym, bo nie spodziewałam się, by pożegnanie z pampersami nastąpiło szybciej niż przez drugimi urodzinami.

W pewnym momencie jednak zauważyłam, że Lili jest gotowa, że słucha swojego ciała. Że przerywa zabawę i biegnie na nocnik. To był pierwszy widoczny znak, że coś się zmienia. Problemem były wyjścia, bo mała miała blokadę przed korzystaniem z nocnika (zabierałam nasz ze sobą) poza domem. I już zaczęłam się martwić, gdy pewnego dnia ot tak i to się zmieniło, i teraz nie ma znaczenia, gdzie jesteśmy. Wszędzie sobie poradzimy, już bez nocnika.

Po co ta przydługa i szczegółowa relacja? Po to, by pokazać, że często wystarczy coś dziecku pokazać i zaufać, że wykorzysta to w odpowiednim czasie. Rozwój jest skokowy, często nie spodziewamy się tego i w rezultacie sami możemy nie być gotowi na jego kolejne etapy. Musiałam nauczyć się, że Lili, siadając na nocnik lub toaletę, mówi: „Mama idź” i łaskawie pozwala wejść, gdy jest już po wszystkim. Gdzie podziała się moja mała córeczka bezsilna wobec pełnego pampersa?

Nie zrozumcie mnie źle, ja jestem bardzo dumna i szczęśliwa. To nam bardzo ułatwiło życie! Po prostu łezka mi się w oku kręci, że to już, że tak szybko, że jest taka świadoma swoich potrzeb i po części potrafi je już sama zaspokajać.

Myślę też, że kwestia zaufania jest w tym temacie kluczowa. Podobnie czułam się,  gdy zdecydowałam się na rozszerzanie diety metodą BLW. Musiałam zaufać, że moja sześciomiesięczna córeczka poradzi sobie z kawałkami jedzenia i sama zdecyduje, ile czego będzie próbować. Pewnie łatwiej byłoby mi (i jej) podać słoiczek. Ale z jakiegoś powodu zaufałam, że jest na to gotowa. I była. Ale ja też musiałam być. W przeciwnym razie czułaby, że jej nie ufam. Dlatego też, gdy pożegnaliśmy pieluchy, zrobiliśmy to definitywnie. Zawsze mam przy sobie zapasowe ubranie, choć jeszcze się nie przydało. Nie zakładamy też pampersa na noc – to na pewno nie jest reguła, bo poziom kontroli swojego ciała, zwłaszcza nocą, jest kompletnie różny u dzieci. Widzę po prostu, że ona docenia to, że się jej ufa, że widzi, że szanujemy jej, wciąż minimalny, poziom niezależności. I chyba dzięki temu jest jeszcze bardziej czujna.

Piszę to wszystko, by powiedzieć Wam, że każde dziecko ma swój rytm, że wszystko ma swój czas. Można pomóc, stymulować, a i tak nie przyspieszymy naturalnego rytmu dziecka. Nie próbujmy też niczego hamować na siłę, bo to skończy się frustracją z obu stron.  Po prostu bądźmy, obserwujmy i ufajmy. A wtedy dostrzeżemy, że wraz z gotowością dziecka do przekraczania kolejnych granic samodzielności, rośnie nasza gotowość do towarzyszenia mu w tej niezwykłej wędrówce.

2 thoughts on “Czy jesteś gotowa na samodzielne dziecko?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *