Rutyna – tak, nuda – NIE!

Gdy zostałam mamą, z jakiegoś dziwnego powodu od początku walczyłam z rutyną. Cieszyłam się, że karmię na żądanie, że dziecko zaśnie mi w chuście lub w wózku niezależnie od pory spaceru, że jestem taka niezależna i elastyczna. I póki Lili była malutka i była do mnie przyklejona, to nie czułam pułapki tego rozwiązania.

Problem zaczął się wtedy, gdy chciałam wprowadzić jakieś zasady, jakiś rytm. Pomyślałam, że miło by było, gdyby sama zasypiała lub bym mogła położyć ją wcześniej wieczorem. Zaczęła się buntować. Nie znała czegoś takiego jak ustalony rytm dnia, a ja nie wiedziałam, jak temu zaradzić. A raczej wydawało mi się, że nie wiem…

Macie tak czasami, że ktoś Wam coś radzi, Wy tego nie przyjmujecie, a po jakimś czasie wpadacie na to samo rozwiązanie…? I okazuje się, że problem mógł być przeszłością już dawno temu, tylko Wy byliście zamknięci.

Dokładnie tak samo miałam z rutyną. Nasi przyjaciele mający synka w wieku Lili (buźka, Natan!) od początku ustalili pewne zasady i się ich trzymali. I widziałam, że kładą go o 19, że wychodzą z pokoju, a on pięknie śpi.  W tym samym czasie ja usypiałam Lili przy piersi i pół wieczoru spędzałam w sypialni zamiast z gośćmi. A mimo to robiłam swoje…

Dopiero gdy odstawiłam małą od piersi, zaczęłam szukać sposobów na zasypianie bez wspomagaczy. I zaczęłam zaciemniać maksymalnie pokój, ustaliłam, że czytamy dwie bajeczki przy delikatnym świetle, a potem razem się kładziemy i śpiewam, póki Lil nie zaśnie. Przez pierwsze kilka drzemek i wieczorów buntowała się przeciwko ustalonemu porządkowi, ale potem jej się spodobało, zaczęła wybierać bajeczki i sama mówiła im potem „papa” w oczekiwaniu na kołysanki. I czułam się taka genialna do momentu, gdy zdałam sobie sprawę, że o tym wszystkim słyszałam i czytałam. No cóż, lepiej późno niż wcale.

IMG_4436zdjęcia: Marta Tomaszewska

 

To jednak nie oznacza, że wkradła się do nas nuda, albo że stałam się niewolnikiem własnych zasad. Godzina drzemki może być stała, ale zorganizowanie sobie dnia wokół tego czasu może być bardzo różnorodne. I nawet jeśli drzemka się przesunie, to nic się nie stanie. Ważne są pewne ramy i rytuały, które dają dziecku poczucie bezpieczeństwa i świadomość, czego się spodziewać po konkretnych czynnościach.

Już nie walczę z rutyną, pokochałam ją, bo Lili lepiej funkcjonuje w pewnych ramach. A ja sama mam komfort, że mogę coś zaplanować, przez co w życiu panuje mniejszy, i tak już ekstrawertyczny, chaos.

4 thoughts on “Rutyna – tak, nuda – NIE!

  1. Tak,popieram! U nas to się sprawdziło 5 lat temu i teraz przy coreczce. Wiem dokładnie o których godzinach ma drzemki,kiedy będę miała chwilę dla jej braciszka,kiedy dla siebie,a wieczorem codziennie o 19 idzie spać. Można wtedy zaplanować życie całej rodziny. Malutkiej to daje bezpieczeństwo,samodzielnie zasypia a nam czas dla siebie i starszaka. Pozwalamy sobie na odejście od rutyny,bo wiadomo,że życia rodziny nie zaplanujesz na 100%, ale w tym jest właśnie radość 🙂 Rutyna to są takie ramy naszego życia,w których idealnie można znaleźć czas na zabawę,wyjazdy,gości,odwiedziny. Pozdrawiamy 🙂

    1. Super czytać, że to się sprawdza! Ja przestałam walczyć z rutyną dopiero niedawno, bo zrozumiałam, że nie jest moim wrogiem i wcale mnie nie ogranicza – wręcz przeciwnie 😉

  2. Cieszę się, że jest Wam teraz troszeczkę łatwiej. Z rutyną właśnie tak jest, że z pozoru wydaje się pułapką, ale jakoś tak niesamowicie funkcjonują dzieci, że daje im to poczucie bezpieczeństwa. Musimy do Was wpaść, położyć maluchy o 19 i spędzić jakiś szalony wieczór! 🙂 (natan bardzo mocno całuje Lili 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *