Odetchnij. To minie.

Wspomnienie pierwsze: łóżko szpitalne. Malutka istota, która jeszcze kilka godzin temu żyła po drugiej stronie brzucha, nie  potrafi dobrze ssać. Denerwuje się. Jest głodna. Płacze. Ja razem z nią.

Wspomnienie drugie: Jest u mnie znajoma z córeczką, która z powodu krzyku Lili zatyka uszy. Mała ma kolki. Podaję mleko, noszę w chuście, ratuję się jakimiś kropelkami. Nie pomaga. Myślę: Co ze mnie za matka, skoro nie potrafię pomóc własnemu dziecku.

Wspomnienie trzecie: Lili nie może zasnąć. Pije mleko i podnosi się. Gdy próbuję ją położyć, krzyczy. I tak od dwóch godzin. Za ścianą goście, w drugim pokoju ich spokojnie śpiący synek. A ja leżę w tym łóżku i zastanawiam się, co zrobiłam źle; w którym momencie popełniłam błąd.

Wspomnienie czwarte, piąte, szóste…

Moja córeczka w sierpniu kończy dwa lata. I mamy za sobą nieskończoną ilość etapów, skoków rozwojowych, przełomów i wspomnień. Były kolki, były podejrzenia o nietolerancje laktozy, zatory, zęby, nieprzespane noce, biegunki, gorączki, niechęć do jedzenia… I zawsze czułam, że już nie dam rady, że nie mam rozwiązania… Że to będzie trwać wiecznie. Na pewno to moja wina, na pewno w którymś momencie zrobiłam coś nie tak i już nie da się tego odkręcić. Łatwo wbić się w taki nastrój, kiedy jest się młodą mamą, chce się dla dziecka jak najlepiej, a ono cierpi i nie wiesz, jak mu pomóc.

Wiem, że słowa: „Nie martw się” nie uspokoją mamy, która zmaga się z troską o dziecko przeżywające któryś z trudnych etapów. Mnie by wtedy nie uspokoiły. Myślałam, że może u kogoś będzie lepiej, ale na pewno nie u mnie.

Ale po tych niespełna dwóch latach chcę Ci dziś powiedzieć: Odetchnij. To minie. To tylko przejściowe.

Kolki nie trwają wiecznie. Zęby w końcu wyjdą. Dziecko kiedyś zaśnie i obudzi się dopiero rano.

U niektórych trwa to dłużej, u innych te etapy mijają błyskawicznie. I często nie mamy na to wpływu, bo jest to indywidualna kwestia każdego dziecka. Sama nie dowierzałam, że kiedyś Lili będzie potrafiła funkcjonować bez mojego mleka. Że będę mogła zaśpiewać jej kołysankę, powiedzieć Dobranoc i wyjść z pokoju. Nie przypuszczałam, że będę mogła iść na koncert, a ona spokojnie zaśnie przy babci i obudzi się dopiero nad ranem, wołając właśnie ją, nie mnie.

IMG_3797

Ze wzruszeniem wspominam te wszystkie etapy i staram się doceniać to, co dzieje się teraz, na co tak bardzo czekałam. Bo niezwykle łatwo jest potraktować to jako coś oczywistego, zapominając, jak bardzo marzyliśmy o tych chwilach bez płaczu, bólu i zmęczenia. Wiem, że pojawią się nowe zmagania, ale wiem też, że i one będą miały kiedyś swój finał. A ja będę silniejsza w poprzednie doświadczenia i nie będę obwiniała się o wszystko.

Dlatego jeszcze raz chcę Ci powiedzieć, że to, co teraz przeżywasz, kiedyś minie. I będziesz budowała zupełnie nowe wspomnienia.

 

6 thoughts on “Odetchnij. To minie.

  1. Zgadzam się w 100%!

    Najlepszym rozwiązaniem „problemów” z dzieckiem jest czas. Żadne metody 3-5-8, odkładania. Dziecko NIE MUSI samo zasypiać, dziecko NIE MUSI być odstawione od piersi, dziecko NIE MUSI przesypiać całej nocy. To tylko człowiek. Taki sam jak ja czy Ty. Wielu dorosłych ma przeróżne nawyki. Dziecko zasypia przy suszarce, na rękach, kołysane? „O Boże jak Ty mogłaś go do tego przyzwyczaić” Odpowiadają osoby które nie wyobrażają sobie dnia bez kawy, zasypiania przy muzyce itp.

    Ja też miałam różne „problemy” z dziećmi. Zasypianie z dzieckiem, dziecko w naszym łóżku, nieprzesypianie całych nocy, bunt dwulatka, walka ze smoczkami, butelkami. To wszystko MIJA bez płaczu, krzyków, odczucia odrzucenia, MIJA tak po prostu.Wcześniej, lub później, bo czy ktoś widział 18-sto latka który śpi w łóżku rodziców, ssie pierś, woła mamę w nocy lub biega z pieluchą? Ja nie!

    1. Dokładnie 🙂 Skoro jestem w domu z małą i mogę przeczekać pewne etapy, zamiast na siłę coś wprowadzać bez przekonania, to wybieram cierpliwość. Choć zdaję sobie sprawę, że niektóre z tych „przyzwyczajeń” i „problemów” mogą wpływać na komfort rodzica, który sfrustrowany będzie słabym opiekunem dla dziecka. I jestem w stanie zrozumieć poszukiwania różnych metod. U nas przy zasypianiu sprawdziła się rutyna, choć pierwsze kilka dni były przepłakane, bo Lili nie podobały się nowe zasady. Ale to wszystko też było zgodne z moją intuicją i przede wszystkim wolą. Bo chyba najgorsze jest, gdy np. niepewne odstawiamy dziecko od piersi. Wtedy żadna strona nie jest spokojna i nie wychodzi to naturalnie.

      1. Jeśli mogę coś poradzić z własnego doświadczenia, mamusiom które przechodzą kryzys macierzyństwa….u nas nasza 2 letnia córcia ma pewne zachowania, stany przejściowo na ok 2 tyg.także nie martwcie się to tylko przejściowe. Opanowania, cierpliwości i dużo siły 😉

        1. Doradzaj jak najwięcej! Ja za każdym razem jestem w szoku, kiedy coś, co sprawiało nam tyle kłopotu mija jak ręką odjął… Ostatnio Lili nam się sama odpieluchowała, a ja od jakiegoś roku się zastanawiałam, jak to będzie.

  2. Początki mogą być trudne, bo nie znamy jeszcze naszego dziecka ani siebie w nowej roli. Czasami byłam tak jak piszesz zagubiona, wydawało mi się, że robię coś nie tak i do zobaczenia prawdy potrzebna była mi perspektywa czasu. Ale często też działam zadaniowo i nie zostawiam jakiegoś problemu czy po prostu sytuacji, która mnie martwi z myślą „kiedyś minie”, „kiedyś przestanie”. Tak np z odstawieniem smoczka przy pierwszym podejściu zbyt wiele to nas i dziecko kosztowało i na pewno nie było tego warte (znałam już moje dziecko i siebie jako mamę), ale przyszedł czas kiedy uznaliśmy, że jest gotowy, rozumie, a dla ząbków najwyższy czas – znaleźliśmy sposób, który był bezbolesny, zabawny, miło mu się kojarzył, był z siebie nawet dumny. Można było zostawić z myślą „do 18 nie będzie chodzić ze smoczkiem” czy np pić z butelki, ale to już chyba zależy od rodzica i dziecka czy np chcemy, żeby 5letnie dziecko zasypiało ze smoczkiem czy nie a znam i takie dzieci. Z odpieluchowaniem musieliśmy poczekać i uznać, że to jest najlepsza dla niego chwila, że to jest ten czas i zajęło to nam niecały tydzień. Nie był to czas kiedy „no już wypada”, „już musi” i odpowiadać na pytania „jeszcze ma pieluchę?”, ale wtedy kiedy nasze dziecko było na to gotowe, a naszym zadaniem było zrobić to spokojnie, w normalnej atmosferze i jakimś fajnym sposobem. Super, że o tym piszesz. Czasami jest nam potrzebny ktoś kto nie pomoże ci w jakiś widoczny sposób, ale wystarczy jak tylko powie, że wszystko jest w porządku, że to normalne, że to tylko dziecko, że może czasami płakać, nie spać, że moje też tak miało.

    1. Bardzo dziękuję Ci za ten komentarz, poruszył mnie mocno! Myślę, że trafiłaś w sedno – chodzi o rozpoznanie potrzeb zarówno dziecka, jak i rodzic, i tego, na ile jesteśmy w stanie coś przeczekać, a na ile nie. My też nie czekaliśmy na „to minie” ze wszystkim. To chyba kwestia zaufania i kompromisów. A piszę o tym, bo było wiele spraw, które mnie przerosły na początku i chciałabym wtedy wiedzieć, że to przejściowe, że moja intuicja nie zawodzi, że nie muszę szukać skomplikowanych metod, które sfrustrują nas bardziej niż sam problem. Bo my, mamy, w natłoku „idealnych sposobów na wychowanie dziecka” chyba coraz mniej ufamy sobie i to generuje wątpliwości oraz niepotrzebne zmartwienia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *